14.09.06, 18:09
Bunty i Babli w kinach i na DVD
Polscy żurnaliści gustują w kręceniu nosem na indyjskie kino popularne. Wydaje im się, że z wyżyn swego okcydentalnego intelektu nie powinni się zniżać do takiej niecywilizowanej rozrywki
Polscy żurnaliści gustują w kręceniu nosem na indyjskie kino popularne. Wydaje im się, że z wyżyn swego okcydentalnego intelektu nie powinni się zniżać do takiej niecywilizowanej rozrywki. Nie krępują się tym, że wcale tego kina nie znają i na dodatek sądzą, że dobrze to wszystko o nich świadczy. Świadczy jednak jak najgorzej, bo Indie są nie tylko największą, najpopularniejszą, ale i jedną z najlepszych kinematografii na świecie. Każdego roku powstaje tam więcej filmów wybitnych niż w Polsce przez ostatnie dwadzieścia lat powstało łącznie filmów chociażby dobrych. „Bunty i Babli” to najlepszy sposób, żeby się o tym przekonać. Firma Blink postanowiła powtórzyć swą dotychczasową strategię i wydaje film na DVD równolegle z jego premierą kinową.
„Bunty i Babli” to genialny masala movie, specyficznie indyjski wynalazek, mieszanka wszystkiego ze wszystkim, romansu, przygody, akcji, komedii, z obowiązkową ogromną dawką oszałamiającej muzyki pełniącej bardzo ważne funkcje dramaturgiczne, zgodnie z regułami starożytnego traktatu estetycznego „Natjaśastra”, na którym opierają się tamtejsze sztuki widowiskowe. Dla indyjskiej kultury świat jest mnogością form, wewnętrzne rozbuchanie indyjskich filmów jest afirmacją tej mnogości.
Tytułowe imiona to pseudonimy bohaterów kreowanych przez gwiazdy Bollywoodu. Rani Mukherjee (albo Mukherji lub jeszcze inaczej, gdyż indyjscy filmowcy przejawiają wyjątkową niefrasobliwość w transkrypcji swoich nazwisk na alfabet łaciński) ma jeden z najwspanialszych głosów, jakie w życiu słyszałem. Abhishek Bachchan to latorośl artystycznej dynastii. Jego ojciec Amitabh jest najpopularniejszym aktorem na świecie. Tak twierdzi BBC. W „Bunty i Babli” gra również i on, i to jedną ze swoich najlepszych ról: policjanta, który ściga parę bohaterów.
Rani i Abhishek grają bowiem ludzi, którzy urodzili się nie na swoim miejscu. Ona chciałaby być modelką, on biznesmenem. Przyszli jednak na świat w prowincjonalnych dziurach, w których takie perspektywy są zgoła nieprawdopodobne. Gdy zbliża się dzień, w którym ona ma wyjść za mąż, a jemu rodzice szykują pracę konduktora na kolei, nie wytrzymują i uciekają. Spotykają się po raz pierwszy na dworcu i tak zaczyna się ich wielka przygoda. Najpierw, by się zemścić, następnie, by się jakoś tymczasowo utrzymać, a potem dla przyjemności, robią coraz większe przekręty w całym kraju. Nie ominą Tadż Mahalu. A tak naprawdę szukają dla siebie miejsca w świecie.
Pod tą niezwykle dynamiczną i żywiołową opowieścią (nikt wychodząc z kina nie uwierzy, że spędził tam aż trzy godziny) kryje się bowiem historia o tym, że każdy ma prawo być tym, kim jest i żyć w zgodzie z tym, kim jest. I ten, który pasuje do miejsca, które mu przypisano urodzeniem, i ten, który nie pasuje. Bunty i Babli poszukują miejsca i roli społecznej, do których będą wreszcie pasowali. A w międzyczasie dopasowują się do siebie nawzajem. Jest to też film bezpretensjonalnie feministyczny. Ona i on są od początku do końca równoprawnymi podmiotami, i nie ma w tym nic z nachalnego przekonywania, jest to w tym filmie najoczywistsza oczywistość. To uwagi do tych, którzy sądzą, że indyjskie kino jest zachowawcze.
„Bunty i Babli” to jeden z najlepszych filmów, jakie w całym swoim życiu widziałem. Jedyny, na którym byłem w kinie trzy razy w odstępach co dwa dni. Szczególnie polecam ten film polskim filmowcom. Pokazuje on mianowicie, że film rozrywkowy może być też bardzo mądry, a nawet być wybitnym dziełem sztuki. Że może zachowywać wszystkie głębokie wyróżniki własnej kultury, nikogo nie małpując, a zarazem być widowiskiem nowoczesnym, dynamicznym i otwartym na wszelkie impulsy z zewnątrz, dla których indyjska kultura zawsze znajduje natychmiast i bezkolizyjnie miejsce w obrębie samej siebie (to dzięki tej zdolności istnieje już tak długo). I na dodatek taki film może być chętnie oglądany na całym świecie, właściwość z gruntu obca kinu polskiemu.
„Bunty i Babli” to genialny masala movie, specyficznie indyjski wynalazek, mieszanka wszystkiego ze wszystkim, romansu, przygody, akcji, komedii, z obowiązkową ogromną dawką oszałamiającej muzyki pełniącej bardzo ważne funkcje dramaturgiczne, zgodnie z regułami starożytnego traktatu estetycznego „Natjaśastra”, na którym opierają się tamtejsze sztuki widowiskowe. Dla indyjskiej kultury świat jest mnogością form, wewnętrzne rozbuchanie indyjskich filmów jest afirmacją tej mnogości.
Tytułowe imiona to pseudonimy bohaterów kreowanych przez gwiazdy Bollywoodu. Rani Mukherjee (albo Mukherji lub jeszcze inaczej, gdyż indyjscy filmowcy przejawiają wyjątkową niefrasobliwość w transkrypcji swoich nazwisk na alfabet łaciński) ma jeden z najwspanialszych głosów, jakie w życiu słyszałem. Abhishek Bachchan to latorośl artystycznej dynastii. Jego ojciec Amitabh jest najpopularniejszym aktorem na świecie. Tak twierdzi BBC. W „Bunty i Babli” gra również i on, i to jedną ze swoich najlepszych ról: policjanta, który ściga parę bohaterów.
Rani i Abhishek grają bowiem ludzi, którzy urodzili się nie na swoim miejscu. Ona chciałaby być modelką, on biznesmenem. Przyszli jednak na świat w prowincjonalnych dziurach, w których takie perspektywy są zgoła nieprawdopodobne. Gdy zbliża się dzień, w którym ona ma wyjść za mąż, a jemu rodzice szykują pracę konduktora na kolei, nie wytrzymują i uciekają. Spotykają się po raz pierwszy na dworcu i tak zaczyna się ich wielka przygoda. Najpierw, by się zemścić, następnie, by się jakoś tymczasowo utrzymać, a potem dla przyjemności, robią coraz większe przekręty w całym kraju. Nie ominą Tadż Mahalu. A tak naprawdę szukają dla siebie miejsca w świecie.
Pod tą niezwykle dynamiczną i żywiołową opowieścią (nikt wychodząc z kina nie uwierzy, że spędził tam aż trzy godziny) kryje się bowiem historia o tym, że każdy ma prawo być tym, kim jest i żyć w zgodzie z tym, kim jest. I ten, który pasuje do miejsca, które mu przypisano urodzeniem, i ten, który nie pasuje. Bunty i Babli poszukują miejsca i roli społecznej, do których będą wreszcie pasowali. A w międzyczasie dopasowują się do siebie nawzajem. Jest to też film bezpretensjonalnie feministyczny. Ona i on są od początku do końca równoprawnymi podmiotami, i nie ma w tym nic z nachalnego przekonywania, jest to w tym filmie najoczywistsza oczywistość. To uwagi do tych, którzy sądzą, że indyjskie kino jest zachowawcze.
„Bunty i Babli” to jeden z najlepszych filmów, jakie w całym swoim życiu widziałem. Jedyny, na którym byłem w kinie trzy razy w odstępach co dwa dni. Szczególnie polecam ten film polskim filmowcom. Pokazuje on mianowicie, że film rozrywkowy może być też bardzo mądry, a nawet być wybitnym dziełem sztuki. Że może zachowywać wszystkie głębokie wyróżniki własnej kultury, nikogo nie małpując, a zarazem być widowiskiem nowoczesnym, dynamicznym i otwartym na wszelkie impulsy z zewnątrz, dla których indyjska kultura zawsze znajduje natychmiast i bezkolizyjnie miejsce w obrębie samej siebie (to dzięki tej zdolności istnieje już tak długo). I na dodatek taki film może być chętnie oglądany na całym świecie, właściwość z gruntu obca kinu polskiemu.
Najnowsze informacje: kultura
24.05.12, 09:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
22.05.12, 23:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 25 maja 2012
Media i kultura
1942 – urodziła się Łucja Prus (piosenkarka), 1979 – odbyła się premiera filmu "Test pilota Pirxa"
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze