19.01.10, 21:01
Dwa filmy, które trzeba zobaczyć
Kultura w środku (tygodnia). Odc. 10. W miniony weekend w polskich kinach miały swoją premierę dwa filmy, które zobaczyć należy koniecznie. W obydwu obrazach dominuje muzyka, jako przestrzeń, w której bez względu na wszystko można się schronić.
W miniony weekend w polskich kinach miały swoją premierę dwa filmy, które zobaczyć należy koniecznie. W obydwu obrazach dominuje muzyka, jako przestrzeń, w której bez względu na wszystko można się schronić.
● „Wszystko co kocham”
Premiera: 15 stycznia 2010 roku
Produkcja: Polska 2009
Gatunek: Obyczajowy
Czas trwania: 100 min.
Od lat: 15
Reżyseria: Jacek Borcuch
Scenariusz: Jacek Borcuch
Obsada: Olga Frycz (Basia), Mateusz Kościukiewicz (Janek), Anna Radwan (Matka Janka), Jakub Gierszał (Kazik), Andrzej Chyra (Ojciec Janka), Katarzyna Herman (Sokołowska)
Film „Wszystko co kocham” na pewno zwraca uwagę dzięki znakomitemu scenariuszowi oraz doskonałej reżyserii. Jego ogromnym atutem jest również wspaniałe aktorstwo artystów zarówno młodego pokolenia (Mateusz Kościukiewicz oraz Olga Frycz), jak i aktorów pokolenia dojrzałego (Radwan, Chyra, Herman).
Muzyka w filmie Jacka Borcucha nie jest tylko dodatkiem do fabuły, ale sama w sobie stanowi jakby oddzielną opowieść. Połączenie punk-rocka, muzyki poważnej oraz jazzu a la Tomasz Stańko wciąga i nie razi kontrastami, co wzmacnia tylko swojego rodzaju płynność obrazu. Główny bohater „Wszystko co kocham” jest wokalistą kapeli punkowej, a jednocześnie pobiera nauki gry muzyki klasycznej na fortepianie. Nie rezygnując w zasadzie z żadnej z tych dwóch ścieżek pozostaje sobą i podkreśla tym samym niejednoznaczność swojego pokolenia.
W filmie pojawia się kilka wątków, które można uznać za bardzo ważne w procesie dojrzewania młodego człowieka, który poznaje dopiero otaczającą rzeczywistość. Są to: pierwsza miłość, która znienacka odchodzi, pozostawiając po sobie żal i rozgoryczenie; to także pierwsze, inicjacyjne kontakty erotyczne; zauroczenie nastoletniego chłopca starszą, atrakcyjną kobietą i wszelkie wynikające z tego konsekwencje; to także miłość do muzyki jako takiej, która przekracza granice estetyczne, by pozwolić młodemu człowiekowi wyrazić siebie oraz swój protest przeciwko warunkom społeczno-politycznym.
Ważna i bardzo ciekawa w filmie Borcucha jest niejednoznaczność głównego bohatera, który poza ciepłem, jakie z niego emanuje potrafi także wydobyć z siebie gniew i agresję, które są wynikiem konfrontacji z podłością i bezwzględnością.
Całość fabuły podszyta jest niejako planem społeczno-politycznym polskiej rzeczywistości początku lat ’80. Widz ogląda moment wprowadzenia stanu wojennego, kiedy chcąc nie chcąc rozpoczynają się międzyludzkie podziały ze względu na wyznawane poglądy polityczne. Miłość dwojga bohaterów jest tym samym wystawiona na próbę, ponieważ oboje pochodzą z dwóch różnych domów, z domów, w których panują odmienne przekonania i zasady polityczne.
Sceny erotyczne w obrazie „Wszystko co kocham” na pewno epatują śmiałym erotyzmem, jednak w żaden sposób nie zostaje przekroczona granica dobrego smaku.
Chociaż akcja filmu toczy się na polskim wybrzeżu, w filmie nie ma sytuacji, w której stawiany jest pomnik tamtej części kraju. I co bardzo ważne, w filmie nie ma nachalnej martyrologii związanej z tamtym okresem historycznym. Najważniejsze w tym obrazie są postacie młodych ludzi, których okres dojrzewania przypadł właśnie na początek lat ’80. Nawet jeśli nie chcą oni brać udziału w politycznej kontestacji ustroju, to sytuacje – jakby same z siebie – nakazują im opowiedzieć się po którejś z opozycyjnych stron. W bardzo dużej mierze protest młodych ludzi, bohaterów filmu polega na odsunięciu się od zniewolonej rzeczywistości i ucieczce w światy muzyki punkowej, pierwszych miłości i zaspokajania swoich młodzieńczych fascynacji.
Cały film jest obrazem, z którego przebija ogromne ciepło wynikające myślę także z faktu sympatii współtwórców obrazu dla stworzonych przez siebie bohaterów „Wszystko co kocham”. Ciepło to jest także podkreślone używanymi w filmie kolorami. Przedstawiona rzeczywistość nie jest szara, ale różnobarwna.
Film ukazuje także bardzo istotne doświadczenie pierwszej, realnej śmierci, która spada na głównego bohatera jakby zupełnie nieprzygotowanego na odejście ukochanej osoby.
„Wszystko co kocham” warto zobaczyć także ze względu na przeniesienie punktu ciężkości w fabule obrazu na historie i wydarzenia dotyczące konkretnych bohaterów, gdzie kontekst polityczny ówczesnej Polski jest jakby tylko pretekstem do ukazania postaw młodych ludzi sprzed prawie trzydziestu lat.
Jacek Borcuch celnie przedstawił młodość jako czas przepełniony nie tylko beztroską, ale także cierpieniem i wyborami między tym, czego wymagała sytuacja społeczna, a tym, czego bohater naprawdę pragnie. Twórcy udało się w ciekawy sposób pokazać osiągnięcie jakiegoś rodzaju kompromisu między tymi dwiema płaszczyznami.
Koniec młodości to pierwsza duża strata i rozczarowanie wynikające z konfrontacji marzeń z trudną i brutalną rzeczywistością. To właśnie wydaje mi się podsumowaniem tego bardzo mądrego i ciepłego filmu.
Sam reżyser i autor scenariusza, Jacek Borcuch, komentuje go w taki sposób: „Jest taki czas, niezbyt długi, w życiu człowieka, w którym nie jest się już dzieckiem, ale jeszcze nie przestąpiło się progu dorosłości. Czas, kiedy wszystko zdarza się po raz pierwszy. Pierwsze wino, pierwsze rozczarowanie, pierwszy bunt, pierwsza miłość… Czas wypełniony po brzegi nadzieją i marzeniami”.
● „Będzie głośno!” („It Might Get Loud”)
Premiera: 15 stycznia 2010
Produkcja: USA 2008
Gatunek: Muzyczny/Dokument
Czas trwania: 97 min.
Od lat: 12
Reżyseria: Davis Guggenheim
Scenariusz: Davis Guggenheim
Obsada: Jimmy Page (jako On sam), The Edge (jako On sam), Jack White (jako On sam)
„Będzie głośno” to film dokumentalny, którego głównymi bohaterami są trzej wybitni gitarzyści rockowi, reprezentujący trzy pokolenia muzyków grających rocka na gitarach elektrycznych – Jimmy Page (Led Zeppelin), The Edge (U2) oraz Jack White (White Stripes). Widz poznaje ich w taki sposób, kiedy każdy z nich osobno wypowiada się na temat własnego sposobu używania instrumentu, na temat własnej techniki i gitarowych tricków, a także na temat swojego sposobu gry i najchętniej używanych efektów. Dokument przedstawia także fragmenty materiałów archiwalnych z koncertów Led Zeppelin, U2 i The White Stripes.
Na ekranie możemy obserwować także spotkanie trzech muzyków, którzy wspólnie siedząc przy jednym stole dzielą się ze sobą refleksjami na temat swego artystycznego życia. Muzycy wspominają również swoje początki, czasy, kiedy dopiero zaczynali uczyć się gry na kultowym instrumencie, jakim jest gitara elektryczna. Widz ma okazję zobaczyć miejsca, gdzie wychowali się muzycy oraz gdzie powstawały utwory takie jak np. „Stairway to Heaven”.
Dzięki temu filmowi tych trzech wspaniałych gitarzystów przestaje być mitycznymi pomnikami muzyki rockowej, a widz ma okazję spojrzeć na nich jako na „zwykłych” ludzi, których niezwykłość oparta jest na wielkiej pasji tworzenia muzyki, szukania nowych brzmień oraz pasji odkrywania cały czas nowych możliwości gitary elektrycznej.
Z filmu można dowiedzieć się np. kiedy Jimmy Page zaczął używać smyczka do gry na gitarze, czy jak bardzo niezrozumianym zespołem wśród krytyków muzycznych był na początku Led Zeppelin. Dokument ukazuje również Jacka White’a konstruującego z banalnych przedmiotów codziennego użytku gitarę, z której potem artysta wydobywa dźwięki, jakich nie powstydziłby się niejeden wyśmienity instrumentalista. The Edge natomiast opowiada np. o swojej pasji używania ciągle nowych efektów i brzmień, których bogatego spektrum pełen jest w zasadzie każdy utwór U2.
Autorowi filmu udało się przenieść na ekran oraz oddać widzowi atmosferę spotkania trzech geniuszy i twórczego iskrzenia między nimi. Davis Guggenheim w perfekcyjny sposób oddał w filmie również atmosferę i szaleństwo wręcz koncertów tych doskonałych, macierzystych zespołów trzech wirtuozów.
Muzyka w tym filmie ukazana jest jako niewiarygodnie wielka siła, której ulegają nie tylko słuchacze, ale w pierwszej kolejności twórcy, wciągani w jej wnętrze – jeśli można tak powiedzieć – coraz głębiej i głębiej, by w końcu zrozumieć, że jest to jedyny drogowskaz i droga ich życia. Muzyka w „Będzie głośno!” jest także wyznacznikiem buntu młodych pokoleń, które przypisane były i są każdemu z trzech kultowych zespołów. Twórczość każdej z tych formacji przekazuje inne treści – z jednej strony, chociaż z drugiej strony jest to przecież cały czas rock&roll, którego siła i energia właśnie wynika przede wszystkim z buntu przeciwko ujednoliceniu ludzi i poszufladkowaniu ich wedle najprostszych kategorii.
„Będzie głośno” to film, który pozwala uwierzyć w fakt, że prawdziwa twórczość i zapał do jej tworzenia, zapał do wyrażania siebie poprzez formy artystyczne nie musi wiązać się z dużymi pieniędzmi, ale przede wszystkim z pasją drzemiącą gdzieś w środku, pomysłowością oraz odwagą szukania rozwiązań, które wymagają posiadania twórczego ducha i wyobraźni. Twórczość to przede wszystkim bunt i pasja, cała reszta jest tylko dodatkiem.
Cudowną sceną kończąca „Będzie głośno” jest wspólne muzykowanie trzech gitarzystów, którzy grają na gitarach akustycznych i śpiewają wspólnie prostą balladę. Ogląd ich ogromnego artystycznego zaangażowania oraz prostota utworu nie pozwalają oderwać od nich wzroku. Dokumentalna rewelacja, pełna pasji, nieprzeciętnego zaangażowania oraz życiowej prostoty.
Jestem przekonany, że obydwa filmy znajdą się w rankingu najlepszych tegorocznych premier.
Zaprszamy do konkursu w którym można wygrać trzy egzemplarze książki.
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze