30.09.06, 01:09
Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze: Plac Zbawiciela
„Plac Zbawiciela” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze opowiada historię, która mogłaby przydarzyć się każdemu. Fabuła filmu opiera się na faktach.
„Plac Zbawiciela” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze opowiada historię, która mogłaby przydarzyć się każdemu. Fabuła filmu opiera się na faktach. Twórcy, podobnie jak w przypadku „Długu”, zainspirowali się artykułem prasowym.
Młode małżeństwo z dwójką dzieci ma wkrótce odebrać klucze do wymarzonego mieszkania. Na czas oczekiwania wprowadzają się do matki. Problem pojawia się, gdy developer bankrutuje, a wraz z jego upadkiem, rodzina traci wszystko.
„Plac Zbawiciela” można analizować od kilku stron. Ja skupie się na jednej – historii Beaty, młodej żony i matki, jako ofiary. Jej dramat rozpoczyna się w momencie wprowadzenia się do teściowej, na Plac Zbawiciela. Dla większości Warszawiaków (i nie tylko) tytułowy plac jest jednym z najurokliwszych miejsc Warszawy, w którym można jeszcze uchwycić klimat dawnych czasów. Mieszkańcy dobrze się znają (należy do nich m.in. Beata Tyszkiewicz, która na chwilę pojawia się w filmie), można się tam napić kawy w jednej z wielu przytulnych kawiarenek, umówić z przyjaciółmi, pójść do Luny, zwłaszcza w poniedziałki, bo za 5 zł.
Dla Beaty nie będzie to jednak nigdy miejsce magiczne. Plac Zbawiciela jest początkiem jej drogi krzyżowej i może właśnie dlatego tytuł filmów państwa Krauze jest taki, a nie inny.
Beata zostaje ogołocona ze wszystkiego, co najcenniejsze – rodziny, domu, szacunku, zdrowia. Zostaje odrzucona, zbita, opluta. Przechodzi pasję. Znamienne, że jedno z ujęć jej twarzy, nasuwa mi obraz „Ecce homo” – tym bardziej, że następuje ono w sądzie (Chrystus został pokazany po biczowaniu podczas sądu Piłata i ta scena stała się inspiracją dla wielu malarzy). Chwilami można odnieść wrażenie, że Bóg zapomniał o Beacie i jej dzieciach. Zapomniał paradoksalnie w miejscu noszącym Jego imię – przecież żyją oni w cieniu kościoła, którego wnętrze i fasady, co jakiś pokazują się na ekranie. Główna bohaterka, podobnie jak Chrystus, mogłaby krzyknąć „Boże, mój Boże, dlaczego mnie opuściłeś”. I tak na prawdę krzyczy, tylko że jest to wołanie nieme, w pewnym momencie rozpaczliwe.
Zwykło się mówić, że każdy ma krzyż dostosowany do własnych pleców. Beata wielokrotnie upada, nie ma przy niej nikogo, kto by jej pomógł. Jednak jej historia, mimo napiętnowania tragizmem, w ostatnich minutach niesie nadzieje. Bohaterkę wyzwala prawda, jeden z jej katów przyznaje się do winy. Czyli jednak warto mieć nadzieję, o którą bohaterka tak rozpaczliwie walczyła. Bo tak naprawdę jej jedyna winą był to, że bezgranicznie zaufała drugiemu człowiekowi. A on ją zdradził...
Jak już wspomniałam, jest to jedna z dróg analizy „Placu Zbawiciela” – filmu niezwykle trudnego, który mówi o najciemniejszych zakamarkach naszej duszy. Filmu autentycznego, emocjonalnego, dzięki któremu mamy szansę zajrzeć w głąb siebie i zastanowić kilka razy, zanim zaczniemy kogoś oceniać, krzywdzić, oszukiwać. Zanim podniesiemy kamień, by nim kogoś uderzyć.
„Plac Zbawiciela” zdobył najważniejsze nagrody na festiwalu w Gdyni, w tym Złote Lwy Gdańskie. Jowita Butnik (Beata) i Ewa Wencel (Teresa) zostały wyróżnione za niezwykle przekonujące postacie, które stworzyły. Jednak „Plac Zbawiciela” warto zobaczyć nie tylko ze względu na nagrody, które zdobył. Warto go zobaczyć ze względu na siebie i drugiego człowieka.
Młode małżeństwo z dwójką dzieci ma wkrótce odebrać klucze do wymarzonego mieszkania. Na czas oczekiwania wprowadzają się do matki. Problem pojawia się, gdy developer bankrutuje, a wraz z jego upadkiem, rodzina traci wszystko.
„Plac Zbawiciela” można analizować od kilku stron. Ja skupie się na jednej – historii Beaty, młodej żony i matki, jako ofiary. Jej dramat rozpoczyna się w momencie wprowadzenia się do teściowej, na Plac Zbawiciela. Dla większości Warszawiaków (i nie tylko) tytułowy plac jest jednym z najurokliwszych miejsc Warszawy, w którym można jeszcze uchwycić klimat dawnych czasów. Mieszkańcy dobrze się znają (należy do nich m.in. Beata Tyszkiewicz, która na chwilę pojawia się w filmie), można się tam napić kawy w jednej z wielu przytulnych kawiarenek, umówić z przyjaciółmi, pójść do Luny, zwłaszcza w poniedziałki, bo za 5 zł.
Dla Beaty nie będzie to jednak nigdy miejsce magiczne. Plac Zbawiciela jest początkiem jej drogi krzyżowej i może właśnie dlatego tytuł filmów państwa Krauze jest taki, a nie inny.
Beata zostaje ogołocona ze wszystkiego, co najcenniejsze – rodziny, domu, szacunku, zdrowia. Zostaje odrzucona, zbita, opluta. Przechodzi pasję. Znamienne, że jedno z ujęć jej twarzy, nasuwa mi obraz „Ecce homo” – tym bardziej, że następuje ono w sądzie (Chrystus został pokazany po biczowaniu podczas sądu Piłata i ta scena stała się inspiracją dla wielu malarzy). Chwilami można odnieść wrażenie, że Bóg zapomniał o Beacie i jej dzieciach. Zapomniał paradoksalnie w miejscu noszącym Jego imię – przecież żyją oni w cieniu kościoła, którego wnętrze i fasady, co jakiś pokazują się na ekranie. Główna bohaterka, podobnie jak Chrystus, mogłaby krzyknąć „Boże, mój Boże, dlaczego mnie opuściłeś”. I tak na prawdę krzyczy, tylko że jest to wołanie nieme, w pewnym momencie rozpaczliwe.
Zwykło się mówić, że każdy ma krzyż dostosowany do własnych pleców. Beata wielokrotnie upada, nie ma przy niej nikogo, kto by jej pomógł. Jednak jej historia, mimo napiętnowania tragizmem, w ostatnich minutach niesie nadzieje. Bohaterkę wyzwala prawda, jeden z jej katów przyznaje się do winy. Czyli jednak warto mieć nadzieję, o którą bohaterka tak rozpaczliwie walczyła. Bo tak naprawdę jej jedyna winą był to, że bezgranicznie zaufała drugiemu człowiekowi. A on ją zdradził...
Jak już wspomniałam, jest to jedna z dróg analizy „Placu Zbawiciela” – filmu niezwykle trudnego, który mówi o najciemniejszych zakamarkach naszej duszy. Filmu autentycznego, emocjonalnego, dzięki któremu mamy szansę zajrzeć w głąb siebie i zastanowić kilka razy, zanim zaczniemy kogoś oceniać, krzywdzić, oszukiwać. Zanim podniesiemy kamień, by nim kogoś uderzyć.
„Plac Zbawiciela” zdobył najważniejsze nagrody na festiwalu w Gdyni, w tym Złote Lwy Gdańskie. Jowita Butnik (Beata) i Ewa Wencel (Teresa) zostały wyróżnione za niezwykle przekonujące postacie, które stworzyły. Jednak „Plac Zbawiciela” warto zobaczyć nie tylko ze względu na nagrody, które zdobył. Warto go zobaczyć ze względu na siebie i drugiego człowieka.
Najnowsze informacje: kultura
24.05.12, 09:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
22.05.12, 23:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 25 maja 2012
Media i kultura
1942 – urodziła się Łucja Prus (piosenkarka), 1979 – odbyła się premiera filmu "Test pilota Pirxa"
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze