24.06.10, 22:06
Wojciech Jaworski: Radio to człowiek, rozmowa, obcowanie ze słuchaczem
Rozmowa z Wojciech Jaworskim, Prezesem Radia Alfa w Krakowie.
Kuba Wajdzik: Panie Prezesie, kiedy Pan w końcu sprzeda radio?
Wojciech Jaworski: A czy ja muszę sprzedać, żeby było ok.? Czy to znaczy, że wszyscy czekają i jedynie dobrze będzie, kiedy sprzedam?
KW: Myślę, że byłby to wyraźny sygnał, że ostatni z Mohikaninów zdecydował się na wycofanie z rynku radiowego z jednego z kluczowych miast.
WJ: Pod warunkiem, że sprzedałbym stację kolejnej sieci medialnej. Wtedy byłby to taki sygnał. W innym przypadku, gdyby pojawił się inny inwestor, niesieciowy, to nie byłoby to takim sygnałem. Kiedy sprzedam? Jak pojawi się dobra, ciekawa dla mnie rynkowa oferta.
KW: A dobra oferta rynkowa to jaka?
WJ: Są dwa warianty. Albo oferta dla mnie najbardziej interesująca na zasadzie współpracy z nowym partnerem, z którym byłbym w stanie wspólnie realizować nasze uzupełniające się wizje radia. Drugi jest konsekwencją filmu „Niemoralna propozycja” - wszystko ma swoją cenę. Jeśli z drugiej strony oferta finansowa będzie nie do odrzucenia, oferta merytoryczna zejdzie na drugi plan. Ale są to dywagacje czysto hipotetyczne.
KW: Mówi się, że w dużych miastach te rozgłośnie, które pozostały, ich wartość mieści się w przedziałach 1,5-2 mln zł. Choć niektórzy mówią, że te kwoty są mocno przeszacowane.
WJ: To ciężko ocenić. Nie ma chyba takiej realnej wyceny, która mówi, że stacja jest przeszacowana, zwłaszcza teraz, kiedy mówi się, że już jest dobra sytuacja na lokalnym rynku radiowym. Na dzień dzisiejszy trudno jest wycenić stację radiową. To jaką cenę uzyskiwano za stację, i chyba tak było w przypadku większości stacji, która trafiły do sieci, decydowało potencjalne zainteresowanie.
KW: Kiedy ostatnio odebrał Pan telefon w sprawie oferty poważnego kupna?
WJ: Poważnego kupna? Ale nie powiem od kogo.
KW: Rynkowych graczy jest niewielu…
WJ: Ale jest jeden nowy… W ubiegłym roku.
KW: Czyli już dawno temu.
WJ: Dawno, bo była to oferta złożona na moment przed zmianą ustawową pozwalającą na przeniesienie koncesji na spółkę. Wtedy ta koncesja była niepodzielna. Ta oferta trafiła na moment, kiedy nie dało się tej transakcji przeprowadzić. Ale oferent był duży i poważny. Wszyscy poważni złożyli swoje oferty jeszcze wcześniej i potem mieli świadomość, że niektórych nie chcę przyjąć, a nad niektórymi bym się zastanawiał, ale formalnie nie mogę przyjąć.
KW: Ale właścicielem stacji nie jest już Pan?
WJ: Jeszcze jestem, ale za chwilę nie będę. Jak się dokona przeniesienie koncesji do końca, to rzeczywiście będzie spółka, nie ja.
KW: Rozumiem, że ma Pan większość udziałów w spółce.
WJ: To wtedy byłbym właścicielem… Nie, nie mam większości udziałów.
KW: Cud się jednak dokonał?
WJ: Cud moim zdaniem dokonał się w tym, że nastąpiły możliwości ustawowe do przeniesienia koncesji. Mówię w kontekście znanej w branży tragedii związanej z telewizją Gryf. Kiedy wszyscy mówili, łącznie z KRRiT, że wypadałoby tę koncesję przenieść. Wszyscy szukali możliwości prawnej, a takie narzędzie się wtedy nie znalazło. Właściciel umierał i nic nie dało się zrobić z koncesją.
KW: Kto jest formalnie właścicielem?
JW.: Formalnie na razie jeszcze ja jestem właścicielem i Radio Alfa funkcjonuje jako takie. Za moment nazywać się to będzie Radio Alfa Sp. Z o.o.
KW: To coś oznacza dla samej stacji?
JW.: To oznacza brak zagrożenia, jak w przypadku TV Gryf. Ja też jestem pojedynczą osobą, która może zaraz wpaść pod samochód i to będzie koniec Radia Alfa. Takie zagrożenie zostanie odsunięte. Druga rzecz – i to pewnie Pana bardziej interesuje - otwiera się możliwość inwestowania w tę stację. Jestem otwarty na szukanie inwestora. Dobry inwestor to podzielenie odpowiedzialności, nowe spojrzenie, nowe środki na to, żeby dokonać być może nowego kroku. Inwestor finansowy to środki, które dostanie stacja i będzie w stanie dokonać skoku jakościowego i wyraźnie mocniej się bronić na trudnych rynkach lokalnych. To, o czym mówiliśmy, niewielka ilość stacji lokalnych, która pozostała niezależna od sieci, to jest może romantyczne i cudowne. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że te stacje pozostały na bardzo trudnych rynkach jeśli chodzi o konkurencję. Sieci są silne, sieci mają rynek ogólnopolski, mają dużo argumentów. Mnie jako Radio Alfa na rynku krakowskim przychodzi bardzo ciężko konkurować z tymi sieciami, bo jestem skazany tylko na mniejsze firmy lokalne. Na dotarcie do rynku ogólnopolskiego jestem skazany na pośrednictwa agencji i doskonałego manewru jakim jest pakiet Eurozetu, ale jednak to jest pośrednik. Wszyscy więksi klienci, którzy mają swoje sieci ogólnopolskie de facto odeszli do sieci ogólnopolskich radiowych.
KW: Czy jest w ogóle sens w Polsce tworzyć teraz radio lokalne?
WJ: Natura nie cierpi pustki. Gdyby był nawał tych stacji, to sens byłby mniejszy, bo zapotrzebowanie byłoby zaspokojone. Może nie dzisiaj, ale jutro takie zapotrzebowanie będzie. Oto radio sprowadzono do przedłużenia magnetofonu, gdzie prezenter był ograniczony zegarem i może robić wejścia co jakiś czas o określonej długości, gdzie playlista jest ograniczona do tej oferowanej w całej sieci, ograniczonej do iluś tam charakterystycznych utworów, gdzie słowo jest sprowadzone do minimum, bo sieci próbują minimalizować koszty i nie zatrudniają lokalnie autorytetów, gwiazd i osobowości, bo one są trudne do prowadzenia i są drogie. Myślę, że przed radiem czeka - to nie jest odkryciem, bo to się stało w USA - renesans radia bliskiego słuchaczowi, radia mówionego, gdzie słuchacz nawiązuje kontakt z prowadzącym. To musi być radio lokalne. Tego nie jest w stanie zrobić duże radio, bo czas jest niepodzielny.
KW: Czy radio lokalne musi podążać za nowinkami technicznymi? Myślę np. o wprowadzeniu obrazu do radia.
WJ: Wszystko zależy, o jaki obraz w radiu pan pyta. Jeśli chodzi o obraz w wymiarze Radia Silesia, to jest to jakby skrajny projekt. To nie jest radio – to jest radio w TV, TV w radiu. To jest pośredni twór. Ciężko mówić, że to jest tendencja dla radia lokalnego. To jest tworzenie nowej jakości, szukanie drogi na wypełnienie czasu w telewizji.
KW: Wróćmy do tych wartościach dodanych.
WJ: Jeśli mówimy o wartości dodanej, to chodzi o to, żeby nie zdominowała ona produkcji radiowej. Bo tam jest jeszcze coś i to się właśnie obroni. W przypadku obrazu, to nie może być oglądanie łysiny prowadzącego. To jest ciekawe tylko przez chwilę, żeby raz zobaczyć, jak oni w tym studiu siedzą, czy poranek prowadzą w studiu ubrani i umyci, czy uciekli gdzieś do łóżka z mikrofonem ... to nasycanie potrzeb podglądactwa ...
KW: A specjalnie dedykowane kanały tematyczne w Internecie? Tą drogą już idą lokalni nadawcy - chociażby Muzyczne Radio.
WJ: Zgoda, tylko dla mnie to nie jest radio. Dla mnie radio to człowiek, rozmowa, obcowanie ze słuchaczem. To o czym pan mówi, to jakieś przedłużenie samograja. Są na zachodzie takie projekty radiowe już od dawna, gdzie w Internecie jest dostępna szeroka baza muzyczna, a słuchacz otrzymuje player i buduje swoją play-listę.
KW: To u nas od kilku tygodni Agora testuje.
WJ: To nie jest radio, to nawet dla mnie nie jest kanał. Dla mnie to jest pewna forma składanki muzycznej na zamówienie, taka nowoczesna, wirtualna płyta, która nigdy się nie kończy. Muzyka w radiu jest szalenie ważnym elementem, ale w trochę inny sposób. Radio powinno wyrażać prowadzącego. Co prawda ona – muzyka - jest zbieżna z moimi zainteresowaniami, ale prowadzący proponuje mi coś nowego, jakąś nową kompilację, on rozmawia o muzyce, on rozmawia ze mną – to jest radio. Bo te wszystkie inne formy to jest przedłużenie odtwarzacza. Rozróżnijmy dwie rzeczy – ultranowoczesny odtwarzacz i radio.
KW: A czy widzi Pan w jakiś nowinkach technicznych szansę dla radia lokalnego, z których mógłbym Pan korzystać?
WJ: Oczywiście jest coś takiego, jak tworzenie pewnych społeczności i to jest domeną internetu – bliska komunikacja ze społecznością, z ludźmi. Sprzężenie tego z anteną to jest nowa wartość. Ale plus, a nie zamiast.
KW: Z różnych konkurentów na krakowskim rynku, z tych, z którymi Pan zaczynał tworzyć lokalny eter zostało tylko Radio Kraków.
WJ: Nie poczytujmy Radia Kraków jako konkurencję, to jest radio publiczne…
KW: Ale lokalne.
WJ: Tak, ale w zupełnie innym charakterze, o zupełnie innych możliwościach, pracujące w zupełnie innym wymiarze. Ja ubolewam nad tym, że to pojęcie konkurencyjności zawędrowało tak daleko, że zamieniło się w dzielące pojęcie pewnej wrogości. Na początku tej drogi, kilkanaście lat temu, ani TVP Kraków, ani Radio Kraków nie poczytywało mnie jako konkurencję, ani ja ich. Wiele akcji społecznych robiliśmy razem, działaliśmy wspólnie (np. wspólna akcja pomocy powodzianom w 1997). Do wielu programów zapraszaliśmy się wspólnie. Ja bywałem w telewizji, w radiu. Ludzie z telewizji, z radia udzielali wywiadów nam i nie stanowiło to problemu. I myślę, że żadna z tych stacji nie straciła słuchaczy na rzecz innej stacji. To było sympatyczne i było moim zdaniem normalne. Oczywiście inne zasady funkcjonują na gruncie komercyjnym, stacji, które trafiają do podobnego targetu i działają na podobnym terenie. Ale nie powinno się przenosić konkurencji na każdą relację.
KW: Jak ocenia Pan z perspektywy czasu konkurencję, której w zasadzie dziś już nie ma. Kogo uważa Pan obecnie za konkurencję?
WJ: Rozróżniłbym odpowiedź na dwie warstwy: konkurencję programową, komercyjną i sprzedażową. Jeśli chodzi o komercyjną sprzedaż, to muszę traktować tak wszystkie stacje komercyjne sieciowe, bo to jest bardzo silny konkurent, ma bardzo dobre sieci sprzedaży, lepsze dotarcie do ogólnopolskiego rynku reklamowego. Mają takie argumenty, jakich nie mają stacje lokalne, działające na pojedynczym obszarze, o lokalnym zasięgu, ani nawet stacje ogólnopolskie bez podziału na oddziały lokalne, bez możliwości rozpięcia tej sieci. Stacje sieciowe są pod tym względem najsilniejsze. Z jednej strony mogą występować w roli radia ogólnopolskiego, bo mają ten zasięg i dotarcie i robią unifikację kosztów, z drugiej zaś mogą na każdym rynku lokalnym występować jako stacja lokalna.
KW: Jak ocenia Pan współpracę z Eurozetem?
WJ: Bardzo dobrze, ja jestem bardzo zadowolony z tego projektu
KW: Jest coraz więcej głosów radiowców lokalnych, że Pakiet Niezależnych wzmacnia się z tygodnia na tydzień i stanowi już bardzo mocną ofertę na rynku. Na rynkach lokalnych pozostały już najsilniejsze stacje, które mogą razem konkurować z dużymi pakietami innych brokerów.
WJ: Pakiet Niezależnych łączy w sobie siłę radia ogólnopolskiego przy wsparciu silnego partnera – Radia ZET, z siłą stacji, które mogą działać na rynku lokalnym. Ten pakiet ma to, czego nie ma stacja ogólnopolskie, ani radio lokalne. Ma to, co miały sieci, które mogą być jednocześnie ogólnopolskie i lokalne. I to jest bardzo cenna inicjatywa, bo to jest nasze – dla stacji lokalnych –ważne dotarcie do rynku reklam ogólnopolskich. Ja w tym upatruję szansę na jeszcze jedną rzecz. To już jest jakaś integracja, i można pójść dalej o krok, żeby to nie była tylko integracja i współpraca przy sprzedaży, ale żeby utworzyła się pewna platforma współpracy merytorycznej.
KW: Takie platformy już były, jak chociażby w 2000 roku ad.point.
WJ: Były i są. Proszę, żebym mógł przemilczeć historię ad.pointu. Nie nazywałbym tego platformą współpracy, lecz agresji. Moim zdaniem była to próba tworzenia takiej sieci jak tworzyła Agora czy Eska, ale próba – w mojej ocenie – nieudolna. Próba prowadzona przez ludzi, którzy w swoim mniemaniu byli fachowcami od radia. Wszystkie ich inwestycje radiowe prowadziły moim zdaniem do opłakanych skutków. W platformie współpracy musi być pewna dowolność. Stacja wybiera czy chce w tym uczestniczyć i w jakim stopniu, oraz obopólna korzyść. Ja nie muszę nic dawać, albo muszę coś emitować. To może być np. baza tworzonych przez nas programów, które ja mogę emitować i koledzy – w innej stacji - którzy uznają, ze ten program jest ciekawy, to go wyemitują. A kiedy oni coś wyprodukują, ja będę mógł z tego skorzystać, ale pod warunkiem, że będę chciał.
KW: A nie boi się Pan uzależnienia? Przecież za pakietem stoi potężny koncern i tak naprawdę stacje lokalne w przypadku zakręcenia kurka przez Eurozet mogą pozostać na lodzie.
WJ: Ale gdyby nie było tego pakietu, to sytuację zakręconego kurka mielibyśmy od razu na dzień dobry. Nie ma czegoś takiego, że pojawienie się tego pakietu w przypadku Radia Alfa wyparło coś. Ja działam na rynku lokalnym, współpracuję z innymi agencjami ogólnopolskimi i obok tego pojawia mi się pakiet z tą wartością dodatkową. Bardzo się z tego cieszę. Gdyby mi przyłożyli nóż do gardła, jak pan to zakłada…
KW: … czysta hipotetyka…
WJ: …to ja mogę wtedy powiedzieć dziękuję, albo „wejdźcie z kapitałem, to się poddaję”. Ale ja mam ten wybór, przez to nic nie tracę, że mam ten pakiet wprowadzony. Pakiet Eurozetu pojawił się na tle przemarszu przez rynek radiowy wszystkich innych sił, które chciały „konsolidować” rynek radiowy. Eurozet pokazał, że być może jest otwarty na inwestycje kapitałowe i też tworzy własne sieci, ale nie robi tego agresywnie, nie jest jednokierunkowy - Eurozet jest gotowy na współpracę również nie w sensie kapitałowym. Udowodnił przez te lata, że to nie jest tak, jak w przypadku niektórych innych podmiotów, które przychodziły z ofertą współpracy, która jednak była ukierunkowana na przejęcie stacji.
KW: Nie odnosi Pan wrażenia, że Eurozetowi zależy coraz bardziej na tym pakiecie, bo reklamodawcy coraz częsciej dostrzegają potencjał rynku reklamowego?
WJ: Chwała reklamodawcom za to, bo rynek lokalny jest tym rynkiem, który powinien być skuteczniejszy jeżeli chodzi o reklamę – można lepiej dobierać poszczególne elementy celując w odpowiedni target, czy we właściwą formę. Zupełnie naturalnym byłoby, żeby Eurozetowi zalezało na tym, jak dobremu sprzedawcy – który, w sile własnego produktu dostrzega zysk dla siebie.
KW: Nie pojawiały się w między czasie oferty innych grup medialnych, aby próbować integrować jak Eurozet w postaci takich pakietów?
WJ: Nie, nie było takich pakietów od czasu, kiedy Eurozet zaczął sensownie i dynamicznie działać. Eurozet ma możliwość łączenia tego pakietu z emisją na antenie Radia Zet – z jednej strony jest ten pakiet, z drugiej wspomaganie przez antenę ogólnopolską. Oczywiście były wcześniej robione takie kroki. Wspomnę tutaj brokera, niegdyś bardzo dużego – CR Media, który w pewnym momencie bardzo dobrze dzielił tort reklamy ogólnopolskiej. Moim zdaniem błędem była później próba z jej strony tworzenia sieci radiowej. To nie był dobry kierunek rozwoju. Ale jak wiemy CR Media zakończyła swoją działalność złożeniem wniosku o upadłość.
KW: Jak funkcjonuje reklama radiowa po czasie kryzysu? Odczuwał Pan ten kryzys, czy może jego nie było na rynku lokalnym?
WJ: To jest pewnie kwestia wielkości miasta i wielkości firm, które są klientami. Jeśli te firmy są większe, to tam się pojawiają głosy o kryzysie, bo zależności kapitałowe są głębsze i wielokrotnie zazębiają się gdzieś z kapitałem i partnerami za granicą. A tam ten kryzys jest bardziej odczuwalny. A jeśli chodzi o mniejsze firmy, to da się powiedzieć, że tam nie był odczuwalny. Ale, jednak, kryzys w mediach był i jest zauważalny. Wiele firm daje mniejsze zlecenia i bardziej się nad nimi zastanawia, ma trudności z zapłaceniem za zlecenie, które zostało zrealizowane, oczekuje od nas elastyczności, dużo częściej pojawiają się prośby o rozłożenie na raty. Utrudnia to prowadzenie radia, bo w momencie, kiedy klient zalega z płatnościami, to ja mam o tyle mniej pieniędzy w budżecie i mam gorzej z realizacją inwestycji, czy żeby wywiązać się ze zobowiązań. Ale przyjmuję, że jest to sytuacja przejściowa. Rzeczywiście obecnie mogę mówić o wzroście zainteresowania reklamą lokalną, radiem lokalnym.
KW: Z czego to może wynikać?
WJ: Chcę wierzyć w to, że wynika to ze wzrostu świadomości biznesu lokalnego, który jeszcze kilka lat temu uważał, że reklama radiowa jest czymś zupełnie niedostępnym, że na to mogą pozwolić sobie tylko zupełnie wielcy. Później kierował się tylko snobizmem – mój sąsiad ma, to ja też muszę. Teraz inwestycja w reklamę jest inwestycją jak każda inna – ma przynieść konkretne zyski.
KW: Przypomina Pan sobie z ostatnich lat przykład jakiejś bardzo efektywnej kampanii reklamowej przeprowadzonej na antenie Radia Alfa?
WJ: Przypominam sobie, ale to sprzed kilku lat. Była to mała firma, której wydawało się, że jej odbiorca to kilka ulic. Mówię o Laboratorium Wacław Laba. Po reklamie w Radiu Alfa poczuła smak reklamy radiowej.
KW Czemu tak lokalni biznesmeni boją się tej reklamy radiowej?
WJ: Już chyba coraz mniej się boją. Pytanie trzeba by zadać, czemu w ogóle boją się reklamy. To jest – ich zdaniem - pieniądz, który idzie nie wiadomo gdzie. To jest ten negatywny element świadomości lokalnego biznesmena. On jak chciał oszczędzić, to ciął koszty reklamy.
KW: Ale tak jest i w dużych firmach. Wiadomo, że nie istnieje dzisiaj firma bez reklamy.
WJ: Tak, ale wiedzą to ci, którzy to sprawdzili. To jest takie samo narzędzie jak każde inne – trzeba go świadomie używać.
KW: Jakiej grupie klientów poleciłby Pan reklamę w lokalnej stacji radiowej?
WJ.: Prościej powiedzieć komu bym nie polecił. Nie ma takiej grupy biznesu, gdzie reklama ta jest nieskuteczna. Tylko że dla każdego musi być ona dobrana w odpowiedni sposób. Teraz przekleństwem rynku jest robienie najtańszego spotu – najtańszy nie będzie skuteczny. Musi być dobrze zaplanowany, dobry scenariusz.
KW: Obserwując po spotach, które do Pana trafiają, można powiedzieć, ze te spoty są robione coraz lepiej?
WJ: Nie, nie można tego powiedzieć.
KW: Bierze się to z oszczędności na produkcję i scenariusz?
WJ: Tak, bierze się to z problemu taniej oferty produkcyjnej w Internecie. Kiedyś produkcja była czymś elitarnym. Do studia trzeba było dotrzeć, produkcja była droga, nad tym siedziała grupa ludzi, którzy mieli doskonały pomysł, pracowali nad spotem dla jednego klienta, komponowali dla niego muzykę itd. Robili to indywidualnie. To były koszty rzędu tysiąca złotych i więcej. Na tle tego pojawiły się firmy internetowe, które robią spot za 50 zł. On jest dużo tańszy i dużo łatwiejszy jest do niego dostęp. Ale to nie jest ta sama jakość, bo występuje tu kiepski język polski copywrightera, muzyka taka sama w kilku spotach różnych klientów, czy wreszcie głos lektora, który nie potrafi zinterpretować tekstu. Spot staje się mniej charakterystyczny, nie jest sugestywny. Trzeba pamiętać, że odbiór radiowy jest często podświadomy. Ta reklama wpada w ucho i jej motyw utrwala się bez pełnej świadomości słuchacza. Musi ona mieć cechy szczególne, żeby zapamiętać, co ona chciała powiedzieć. Szef jednej firmy, która była wieloletnim klientem Radia Alfa mówił, że nie może pozwolić sobie na zatrzymanie emisji reklam. „Jak na niej oszczędzam, to widzę spadek sprzedaży w sklepie” ...
Ale, to też jest tak - jak jutro przyjdzie do mnie sprzedawca mercedesa i będzie reklamował swój najbardziej ekskluzywny samochód w najlepszy sposób, ja zacznę emitować kampanię w poniedziałek, a on w środę zadzwoni i powie, że jest do dupy, bo jeszcze nikt nie kupił tego mercedesa.
To nie jest tak, że reklama działa jednakowo na każdy produkt. Nikt nie jedzie autobusem, usłyszy reklamę mercedesa i przypomni mu się, że musi kupić ten samochód. Ale ten człowiek, który usłyszał reklamę, kiedy będzie chciał zmienić samochód i wtedy pomyśli o mercedesie, a jak już dojdzie do tego, że będzie chciał zainwestować, to wtedy podświadomie przypomni sobie, że firma znana z reklamy jest mu bliższa.
KW: To są działania długofalowe.
WJ: Na pewno tak. Nie można wyemitować kampanii pięciospotowej i pomyśleć, że pięciokrotnie wzrośnie sprzedaż. Są oczywiście produkty, że sam towar zawiera w sobie sezonowość, że nawet krótka informacja na ten temat dociera i jest skuteczna. Na przykład kiedyś był problem komarów, zabrakło środków. I wystarczyło powiedzieć, że w tamtym sklepie jeszcze są - i tłum walił. Ale to są sytuacje wyjątkowe. Generalnie reklama radiowa, dźwiękowa, jest wizerunkową. Jest nastawiona na działanie na odbiorcę, utrwalanie w jego podświadomości istnienia tego produktu, lepszej jakości, większego zaufania.
KW: Przenieśmy się do roku 2020…
WJ: Matko Boska! Oglądałem ostatnio film „2012”. Podobno tego roku ma nie być.
KW: Jak wyobraża pan sobie lokalny rynek radiowy za 10 lat. Czy w ogóle będziemy mogli mówić o rynku radiowym?
WJ: Ja byłbym bardzo ostrożny jeśli chodzi o tak daleko idące przewidywania. Świat technologii bardzo szybko się zmienia, że ciężko sobie wyobrazić, co z przekazem się stanie do tego czasu. Można by tu snuć czarne scenariusze unifikacji społeczeństwa, bo jednak te mechanizmy generalnie wygrywają. One są tańsze i bardzo sugestywne. Przekaz związany z obrazem, z 3D, z budowaniem wirtualnego świata może być głównym przekazem. Ale na bazie tego można wysnuć wniosek, że wtedy radio okaże się jedyną ostoją normalności.
KW: Dziękuję za rozmowę.
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze