15.07.10, 23:07
Krzysztof Lisek o Europie w mediach i o mediach w Polsce
Europa w mediach – a media w Polsce: rozmowa z Krzysztofem Liskiem – posłem do Parlamentu Europejskiego, wiceszefem podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony w Parlamencie Europejskim.
Europa w mediach – a media w Polsce: rozmowa z Krzysztofem Liskiem – posłem do Parlamentu Europejskiego, wiceszefem podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony w Parlamencie Europejskim, rozmawia Maja Kluczyńska.
Maja Kluczyńska: Witam Pana , dziś między Brukselą a Gruzją?
Krzysztof Lisek: I oczywiście Warszawą. Jestem także tutaj – aktywnie w mediach.
MK: To dlaczego tak mało w polskich mediach publicznych i komercyjnych tematyki europejskiej?
KL: Dobre pytanie, bo gdybyśmy porównali ile czasu w mediach wszystkich – publicznych i komercyjnych poświęca się np. Parlamentowi Europejskiemu, a ile Sejmowi, to proporcja jest 25 : 1 na korzyść Sejmu i Senatu w stosunku do Parlamentu Europejskiego, a mało kto zdaje sobie sprawę, że 60 proc. prawa, które obowiązuje w Polsce, uchwala Parlament Europejski, a tylko 40 proc. Sejm i Senat i to w dodatku cały czas pilnując, czy to co Sejm uchwala, nie jest sprzeczne z prawem europejskim. Szkoda, że media tego nie zauważają. Natomiast dostrzegam zbyt małą liczbę korespondentów polskich mediów w Brukseli czy Strasburgu. Okazuje się, że dziennikarze mają coraz bardziej ograniczone środki i nie mogą przyjechać z powodu obcinania kosztów redakcyjnych i to jest pewien problem, choćby przepływu informacji.
MK: Czy w Europie lubią polityków bardziej niż w Polsce?
KL: Generalnie chyba na świecie politycy mają złą opinię i uważa się, że trochę marnują czas i publiczne pieniądze. Ale z drugiej strony, jak przychodzi do wyborów to zdecydowana większość społeczeństw europejskich uczestniczy w wyborach, nawet w niektórych krajach dużo większy procent niż w Polsce. Finalnie więc dochodzimy do takiego wniosku, że OK! wszyscy politycy nie są idealni, ale ktoś musi się tym zajmować...
MK: Skoro już ktoś musi, to my – społeczeństwo głosujemy, czy wybieramy jednego lub drugiego polityka bez względu na wszystko?
KL: Myślę, że to taki mechanizm: my psioczymy na tych polityków, chcemy żeby byli lepsi, żeby się nie kłócili, a z drugiej strony, trzeba zrozumieć, że spór polityczny – o ile jest on kulturalny - to część demokracji. Na tym to polega, że w Parlamencie się kłócimy, a nie bijemy na ulicach.
MK: To zatrzymajmy się przy tej demokracji. W Polsce w wyborach frekwencja zwykle wynosi niewiele ponad 50%, z czego może wynikać ta niechęć do uczestniczenia w wyborach? A może jako społeczeństwo mamy poczucie bardzo ograniczonego wpływu?
KL: To jest też pewien długi proces uczenia się demokracji. Pamiętajmy, że np. Wielka Brytania, Francja, czy inne kraje europejskie mają wieloletnie tradycje demokratyczne, co oznacza że w Wielkiej Brytanii z pokolenia na pokolenie rodziny głosują na jedną partię, bo takie mają poglądy i te poglądy polityczne są też przekazywane z pokolenia na pokolenie. U nas demokracja ma dwudziestoletnią historię, a jako naród nie nauczyliśmy się jeszcze odróżniać opcji partii politycznych lewicowych, prawicowych, liberalnych, konserwatywnych, itd. Mało zdajemy sobie sprawę jako społeczeństwo z konsekwencji naszego głosu. Nie zauważamy prostego przełożenia: jeśli oddamy nasz głos na „tę” partię to spowoduje obniżenie podatków, a jak na inną, to ona tych podatków nie obniży. Wybrałem najprostszy przykład, ale stąd chyba frekwencja w wyborach prezydenckich, szczególnie w II turach jest zawsze wyższa. Prosty, personalny wybór: tego człowieka lubimy i głosujemy. W przypadku wyborów do Sejmu czy europejskich to dla wielu ludzi wybieranie kogoś, kto gdzieś daleko będzie o czymś decydował. To jest błąd, bo decyzje podejmowane w Brukseli nie pozostają bez wpływu na nasze życie. Parlament Europejski poza wielką polityką zajmuje się np. tym, żeby ograniczyć koszt smsów, a przecież to ważne dla każdego.
MK: To swoista nauka demokracji z przykładami – a kto ma uczyć ? Jak to robią w Europie?
KL: Mówiąc o demokracji nie mam na myśli tylko tego co robi poseł, kiedy jedzie do szkoły na spotkanie z uczniami i opowiada o Parlamencie Europejskim. Uczyć się demokracji musimy na wszystkich możliwych poziomach. Na razie nieźle nam idzie na poziomie lokalnym. Za parę miesięcy będziemy mieli wybory do samorządów – tutaj ludzie rozumieją, że wybieramy burmistrza, który potrafi w czymś pomóc, który jest dynamiczny, a nasze miasto będzie się rozwijać. Jak wybierzemy kogoś, kto jest fujarą, to do niczego nie doprowadzi. Tak samo z radnymi. To już rozumiemy. Gorzej z tymi wyższymi szczeblami Parlamentu Krajowego i Europejskiego. Tutaj brakuje wiedzy i do jej zwiększenia w przypadku Parlamentu Europejskiego i innych instytucji europejskich powinni przyczynić się wszyscy: szkoły, media i księża... Na każdym poziomie musimy tę wiedzę upowszechniać.
MK: Jak więc w tej nauce demokracji – widzi Pan misję mediów publicznych i zadania mediów komercyjnych?
KL: Media publiczne powinny uczyć, a media komercyjne mogą uczyć. Najprostszy przykład: jeśli w TV komercyjnej są lekcje języka angielskiego, to taki program byłby dla mnie edukacyjnym, dofinansowanym z pieniędzy publicznych. Generalnie jestem zwolennikiem finansowania budżetowego mediów publicznych, natomiast media komercyjne mogłyby uczestniczyć w konkursach grantowych na programy radiowe i TV. Media publiczne, które spełniają misję edukacyjną, publicystyczną, informacyjną powinny mieć zagwarantowane finansowanie i działać bez reklam. A poza tym mogą istnieć konkursy grantowe, gdzie każda TV komercyjna i stacja radiowa może wystartować i powiedzieć: my chcemy zrealizować np. program o Parlamencie Europejskim albo o demokracji...
MK: Czy działalność misyjna mediów powinna być stargetowana?
KL: Młodzież jest priorytetem, uważam że to grupa docelowa (licealiści, studenci), ale też ważna jest edukacja nauczycieli czy księży – grup, które są takimi multiplikatorami informacji i oddziałują na innych. Jako europarlamentarzyści realizujemy różne projekty, a każdy europoseł może zaprosić na tzw. wizyty studyjne do Brukseli albo Strasburga. Np. moja koleżanka pani prof. Kolarska- Bobińska zaprosiła młodych proboszczów. Byli także nauczyciele i młodzież, która uczestniczy w różnych konkursach europejskich. Młodzi ludzie czasami mają większą wiedzę od nas .To cieszy.
MK: A cieszy uzupełnienie KRRiTV o panów: Jana Dworaka i Krzysztofa Lufta?
KL: Nie można odmówić ani jednemu, ani drugiemu braku wiedzy nt. mediów. Jeden i drugi pełnili bardzo istotne funkcje. Obydwie osoby spełniają kryteria wiedzy merytorycznej na temat mediów.
MK: Jest szansa, żeby w mediach publicznych było normalnie?
KL: Do tego jest potrzebna wola polityczna i to wszystkich ugrupowań, nie tylko koalicji rządowej. Wszyscy się zgadzają i również dziennikarze pracujący w mediach, że trzeba wiele poprawić i wiele zmodernizować. Natomiast uważam, że niepotrzebnie się straszy pomysłem PO na media: że chcemy zlikwidować media publiczne. Nie ma takiego zamiaru, jest projekt uporządkowania funkcjonowania mediów publicznych. Wiemy wszyscy – również podczas ostatniej kampanii widzieliśmy – nie wszystko było OK. Dla mnie ideałem jest BBC zarówno radio, jak i TV. Absolutnie misyjne programy radiowe i TV bez reklam. Programy, które mają dobre, gwarantowane finansowanie z budżetu państwa.
MK: Dziękuję i zapraszam za czas jakiś na rozmowę na temat istnienia i działalności mediów internetowych.
KL: Oczywiście, przyjmuję zaproszenie, dziękuję.

Krzysztof Lisek na zdjęciu po lewej
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze