19.08.10, 22:08
Matylda Setlak: Polskie firmy w Wielkiej Brytanii niestety nie odróżniają public relations od reklamy
Rozmowa z Matyldą Setlak, właścicielką Setlak PR, polską agencją działajacą na terenie Wielkiej Brytanii.
Rozmowa z Matyldą Setlak, właścicielką Setlak PR, polską agencją działajacą na terenie Wielkiej Brytanii.
Kuba Wajdzik: Agencja rozpoczęła działalność w listopadzie 2006 r. Jakie były początki? Czy na początku klienci dość nieufnie traktowali dość odważny pomysł na prowadzenie specyficznej agencji? Czy w ogóle polskie firmy działające na Wyspach dostrzegają potencjał w działaniach reklamowych, czy trzeba "uświadamiać" potencjalnych klientów?
Matylda Setlak: Początki, jak łatwo się domyśleć, nie były łatwe. Zaczynaliśmy od kompletnego zera. Nie mieliśmy przede wszystkim żadnych kontaktów, które pozwoliłby nam na pozyskanie pierwszych klientów, a w usługach B2B interpersonalne kontakty to przecież podstawa. Prowadzenie firmy w tej branży nie jest proste, tutaj każdy niuans ma znaczenie, zwykle subtelne czynniki decydują o zdobyciu danego klienta. Polskie firmy w Wielkiej Brytanii niestety nie odróżniają public relations od reklamy, a artykuł sponsorowany mylą z artykułem PR-owskim, czasem nawet określają go mianem kryptoreklamy (sic!). Młode polskie firmy często również wychodzą z założenia, że zlecenie przygotowania serwisu WWW kuzynowi, który zna podstawy HTML-a lub samodzielne zaprojektowanie wizytówek w Paint’cie jest w porządku. Uświadamianie klientów jest więc naszą codziennością. Często też polscy klienci spodziewają się natychmiastowych efektów na skutek krótkich i mało intensywnych kampanii, które dopiero budują świadomość marki. Zarządzanie ich oczekiwaniami jest wiec bardzo ważne.
KW: Przez Europę przeszedł kryzys finansowy. Jak z Pani perspektywy ocenia skutki w segmencie reklamowym i PR? Czy UK, a i oczywiście polskie firmy tam działające, otrzepały się z kryzysu?
MS: W Wielkiej Brytanii dominują małe polskie firmy, istniejące na rynku dopiero od dwóch-sześciu lat. Te firmy dopiero budują swoje zasoby w postaci kapitału, know how, zaufania klientów, partnerów biznesowych oraz wizerunku. Kryzys finansowy mamy, mam nadzieje, już za sobą. Dostrzegamy ewidentny wzrost zainteresowania naszymi usługami, więc jeśli na podstawie tego mogę wyciągać jakiekolwiek wnioski, to wiele firm wyszło z kryzysu obronną ręką.
KW: Czy łatwo dotrzeć z przekazem do polskiej społeczności na Wyspach? Jak porównać te działania do działań na terenie naszego kraju?
MS: Jest to bardzo trudne, ze względu na kilka czynników. Przede wszystkim, polska społeczność na Wyspach jest rozproszona, mieszkamy od Brighton po Inverness. Po drugie, ilość kanałów dotarcia do Polonii jest ograniczona. W Wielkiej Brytanii wydawanych jest obecnie kilkanaście tytułów prasowych, głównie tygodników i miesięczników, istnieje kilkadziesiąt portali oraz serwisów tematycznych oraz kilka stacji radiowych. Problemem jest to, że nakłady większości tytułów prasowych są niepotwierdzone, a dystrybucja niekiedy szwankuje. Media te też często nie rozumieją, jakie korzyści może przynieść im współpraca z PR-owcem. Kilkakrotnie zdarzyło się nam tłumaczyć pracownikom działów reklamy czy redakcji, że oferowanie publikacji artykułu w zamian za wykupienie powierzchni reklamowej nie jest etyczne…
KW: Czy wzrasta zapotrzebowanie na tego typu usługi w UK? Czy ten boom tak naprawdę jest przed nami?
MS: Każdy marketingowiec zgodzi się, że narasta tendencja do indywidualizacji przekazów, dlatego wiele brytyjskich przedsiębiorstw rozumie korzyści, jakie mogą uzyskać na skutek targetowania różnych grup etnicznych, pozwala nam to optymistycznie patrzeć w przyszłość.
KW: Kim są główni klienci agencji?
MS: Nasi klienci pochodzą z bardzo różnych branż. Ich wspólnym mianownikiem jest chęć dotarcia do Polaków w Wielkiej Brytanii lub Polsce. Dominują klienci z branży wydawniczej, finansowej, telekomunikacyjnej oraz edukacyjnej. Ostatnio podpisaliśmy kontrakt z firmą z branży gier komputerowych – w tej kwestii jesteśmy bardzo elastyczni.
KW: Jak wygląda zwykły dzień agencji? Czy różni się prowadzenie tego typu działalnosci od tego samego w Polsce?
Dwa razy w tygodniu spotykamy się, by omówić bieżące projekty oraz planujemy kampanie dla nowych klientów. Komunikujemy się głównie za pomocą Skype, e-maili i telefonów. Używamy oprogramowania do wymiany plików. Przerzucamy ogromną ilość danych, żonglujemy telefonami, emailami, esemesami, wiadomościami na czacie Skype i spotkaniami. ‘Walczymy’ z deadlineami, koordynujemy kilka projektów jednocześnie, biegamy ze spotkania na spotkanie mając przy tym naprawdę, jak mówią Polacy z Wielkie Brytanii sporo ‘fun-u’. Jakkolwiek nie jesteśmy (jeszcze :-)) wielką firmą, kultura biznesowa jest dla nas bardzo istotna. Nie dołączy do nas smutas, człowiek bez pasji do komunikacji, nie nastawiony na rozwój lub niezaangażowany w pracę na minimum 150%.
KW: Który ze zrealizowanych projektów Pani zdaniem był najciekawszy i nietypowy?
MS: Na pewno kilkumiesięczna promocja festiwalu Scottish Tides-Polish Spring. Był to event odbywający się w ramach programu Homecoming Scotland, który został zorganizowany przez szkockie władze. Udało się nam uzyskać ogromną ilość publikacji, a na imprezy topowych polskich grup kabaretowych, zespołów rockowych i folkowych przyszły tłumy Polaków. Życzyłabym sobie więcej takich projektów.
KW: Jak przedstawiają się plany agencji na najbliższe miesiące?
MS: Planów mamy mnóstwo, tych ogromnych i tych mniejszych, które już niebawem ogłosimy w naszym serwisie, ale póki co, nie zdradzę ich nawet off the record
KW: Dziękuję za rozmowę.
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze