02.11.06, 11:11
Rzeczpospolita: Jak esbek chciał wejść do Zetki
Mamy nową aferę medialną. Jak podała Rzeczpospolita, pułkownik Adam Dębiec, były funkcjonariusz SB, a potem wysoki rangą oficer UOP, próbował w 2002 r. zdobyć udziały w Radiu Zet za pomocą sfałszowanych dokumentów.
Mamy nową aferę medialną. Jak podała Rzeczpospolita, pułkownik Adam Dębiec, były funkcjonariusz SB, a potem wysoki rangą oficer UOP, próbował w 2002 r. zdobyć udziały w Radiu Zet za pomocą sfałszowanych dokumentów.
Rzeczpospolita: "W październiku 2002 r. Adam Dębiec, emerytowany esbek, przyszedł do spółki Eurozet, właściciela Radia Zet. Zażądał pieniędzy albo udziałów w spółce. Próbował je wymusić na podstawie sfałszowanej umowy: według niej córka założyciela stacji Katarzyna Woyciechowska, będąca jednym z udziałowców Eurozetu, pożyczyła od dwóch osób 400 tys. dolarów. Dębiec twierdził, że Woyciechowska nie oddała pieniędzy, musi więc teraz zrzec się 10 procent udziałów w spółce. Udziały w Eurozecie to łakomy kąsek - do holdingu oprócz Radia Zet należały wtedy dwie inne rozgłośnie."
Rzeczpospolita ustaliła, że w tym samym czasie ktoś próbował zaszkodzić nadawcy w KRRiT. Na adres Rady przychodziły listy mówiące o przejęciu Eurozetu przez "lewy" kapitał. Departament koncesyjny KRRiT potwierdza: przynajmniej jeden donos w sprawie Eurozetu przysłała pewna dziennikarka. Sprawdzamy - kobieta, której podpis widnieje pod donosem, nie istnieje. Czy tajemnicze anonimy mogły mieć związek z wizytą Dębca?
- To był dla nas wyjątkowy okres - wspomina Monika Bednarek, prezes Eurozetu dla Rzeczpospolitej. - Ciągłe nerwy, spotkania, z dnia na dzień odpowiadanie na kolejne wersje ustawy medialnej proponowane przez rząd. W tym czasie doszło do tych odwiedzin.
Umowa, z którą przyszedł były esbek, była w sposób oczywisty sfałszowana. Po roku w sądzie Dębiec, który w UOP zajmował się rozpracowywaniem afer gospodarczych, stwierdził, że nie miał pojęcia o fałszerstwie - pisze dziennik.
W rozmowie z " Rzeczpospolitą" Dębiec zdradza, że do Eurozetu poszedł w ramach swojej działalności gospodarczej. Po odejściu z UOP założył firmę. Zlecenia dla niej pomagali mu załatwić ludzie poznani w służbach. - To naturalne, że jeżeli się prowadzi duże sprawy gospodarcze, to się poznaje środowisko. Sfery Komisji Nadzoru Bankowego, departamentów w ministerstwach. Nie, to nie była agentura. Zwykłe kontakty - mówi. Prokuratura, zaalarmowana przez Eurozet, wszczęła śledztwo - ale Eurozet zrobił wszystko, żeby nie nadawać mu rozgłosu.
Rzeczpospolita pisze dalej, że prokuratura nigdy nie odpowiedziała na ważne pytania: Kto naprawdę zmontował próbę zdobycia udziałów Zetki? Po co? Czy chodziło tylko o pieniądze? O wejście na rynek medialny? Sprawę badała prokurator Katarzyna S., ale robiła to zaskakująco nieudolnie. Od 2004 r. pani prokurator już nie zajmuje się ściganiem przestępców - rok temu postawiono jej zarzut prania brudnych pieniędzy.
Ostatecznie przed sądem stanęła tylko drobna oszustka z Białej Podlaskiej, która podpisała się pod umową rzekomej pożyczki dla Katarzyny Woyciechowskiej. Sąd skazał ją na trzy lata. Ewa Meresińska-Sasin, adwokat kobiety: - To tylko jedna z kilku osób, które miały związek ze sprawą. Skazano "słupa". To była próba przejęcia prywatnego nadawcy, ale ani prokuratura, ani sąd nie kwapili się wyjaśnić, jakie były kulisy tej historii.
Jeden z menedżerów Eurozetu dla "Rz" mówi: - Kto mógł za tym stać? O co naprawdę chodziło? Czy to przypadek, że koło nas kręcił się ktoś w tym samym czasie, kiedy ktoś inny kręcił się wokół Agory?
Rzeczpospolita: "W październiku 2002 r. Adam Dębiec, emerytowany esbek, przyszedł do spółki Eurozet, właściciela Radia Zet. Zażądał pieniędzy albo udziałów w spółce. Próbował je wymusić na podstawie sfałszowanej umowy: według niej córka założyciela stacji Katarzyna Woyciechowska, będąca jednym z udziałowców Eurozetu, pożyczyła od dwóch osób 400 tys. dolarów. Dębiec twierdził, że Woyciechowska nie oddała pieniędzy, musi więc teraz zrzec się 10 procent udziałów w spółce. Udziały w Eurozecie to łakomy kąsek - do holdingu oprócz Radia Zet należały wtedy dwie inne rozgłośnie."
Rzeczpospolita ustaliła, że w tym samym czasie ktoś próbował zaszkodzić nadawcy w KRRiT. Na adres Rady przychodziły listy mówiące o przejęciu Eurozetu przez "lewy" kapitał. Departament koncesyjny KRRiT potwierdza: przynajmniej jeden donos w sprawie Eurozetu przysłała pewna dziennikarka. Sprawdzamy - kobieta, której podpis widnieje pod donosem, nie istnieje. Czy tajemnicze anonimy mogły mieć związek z wizytą Dębca?
- To był dla nas wyjątkowy okres - wspomina Monika Bednarek, prezes Eurozetu dla Rzeczpospolitej. - Ciągłe nerwy, spotkania, z dnia na dzień odpowiadanie na kolejne wersje ustawy medialnej proponowane przez rząd. W tym czasie doszło do tych odwiedzin.
Umowa, z którą przyszedł były esbek, była w sposób oczywisty sfałszowana. Po roku w sądzie Dębiec, który w UOP zajmował się rozpracowywaniem afer gospodarczych, stwierdził, że nie miał pojęcia o fałszerstwie - pisze dziennik.
W rozmowie z " Rzeczpospolitą" Dębiec zdradza, że do Eurozetu poszedł w ramach swojej działalności gospodarczej. Po odejściu z UOP założył firmę. Zlecenia dla niej pomagali mu załatwić ludzie poznani w służbach. - To naturalne, że jeżeli się prowadzi duże sprawy gospodarcze, to się poznaje środowisko. Sfery Komisji Nadzoru Bankowego, departamentów w ministerstwach. Nie, to nie była agentura. Zwykłe kontakty - mówi. Prokuratura, zaalarmowana przez Eurozet, wszczęła śledztwo - ale Eurozet zrobił wszystko, żeby nie nadawać mu rozgłosu.
Rzeczpospolita pisze dalej, że prokuratura nigdy nie odpowiedziała na ważne pytania: Kto naprawdę zmontował próbę zdobycia udziałów Zetki? Po co? Czy chodziło tylko o pieniądze? O wejście na rynek medialny? Sprawę badała prokurator Katarzyna S., ale robiła to zaskakująco nieudolnie. Od 2004 r. pani prokurator już nie zajmuje się ściganiem przestępców - rok temu postawiono jej zarzut prania brudnych pieniędzy.
Ostatecznie przed sądem stanęła tylko drobna oszustka z Białej Podlaskiej, która podpisała się pod umową rzekomej pożyczki dla Katarzyny Woyciechowskiej. Sąd skazał ją na trzy lata. Ewa Meresińska-Sasin, adwokat kobiety: - To tylko jedna z kilku osób, które miały związek ze sprawą. Skazano "słupa". To była próba przejęcia prywatnego nadawcy, ale ani prokuratura, ani sąd nie kwapili się wyjaśnić, jakie były kulisy tej historii.
Jeden z menedżerów Eurozetu dla "Rz" mówi: - Kto mógł za tym stać? O co naprawdę chodziło? Czy to przypadek, że koło nas kręcił się ktoś w tym samym czasie, kiedy ktoś inny kręcił się wokół Agory?
Najnowsze informacje: radio
24.05.12, 17:05
24.05.12, 12:05
21.05.12, 22:05
17.05.12, 18:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 26 maja 2012
Media i kultura
1956 – W Krakowie otwarto Piwnicę pod Baranami, założoną przez Piotra Skrzyneckiego; 1986 - ukazał się album "The Final Countdown" szwedzkiej grupy Europe
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze