09.06.05, 16:06
PAPA DANCE – „Gdzie One Są”
Poszukiwania miliona fanek, które „nie mogły się mylić” trwają. Podobno rozesłano już zgłoszenia do programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”...
Miałem (nie)przyjemność wysłuchania w całości najnowszego krążka panów Papa, gdyż moja stacja ów album promowała jako „płytę tygodnia”. Ten tydzień przejdzie do mojej prywatnej historii jako wyjątkowo traumatyczny. Najpierw był „Czarny Śnieg”, czyli wiocha umiarkowana anno domini 2005. Popyt w tym kraju na wiochę jednak jest, dzięki czemu „klejący się do ust czarny śnieg” znalazł się nawet na antenie Radia Zet (chociaż słowo „nawet” jest tu chyba zbędne, obserwując ostatnio playlistę Zetki). Można zatem nazwać to poniekąd sukcesem. Nie zapominajmy przy tym, że program „Disco Polo Live” już nie pojawia się na antenie Polsatu, zatem gdzieś trzeba upchnąć muzykę na wiejskie wesela. Nic w przyrodzie nie ginie.
Czarny śnieg stopniał i przyszedł czas na dostawę świeżych mało ambitnych nutek. Próbuję zrozumieć całą ideę stojącą za powrotem Papa Dance. Przecież „Czarny śnieg” to nie był przebój rozrywkowy... Pełen dramaturgii, z poruszającym tekstem taktującym o kończącym się związku homo sapiens płci męskiej z żeńską. Toż to muzyczna górna półka...
Natomiast „Gdzie One Są” to utwór typowo swawolny i niezwykle lekki w odbiorze. Jednak także nie pozbawiony nutki dramaturgii. W końcu panowie śpiewają, że ktoś buchnął im forsę i „złote jaja”... Gdyby mnie ktoś pozbawił tychże przedmiotów też bym głośno protestował.
Czytałem ostatnio, że Papa Dance to „prekursorzy disco polo”. Coś w tym chyba jest... Z kolei w wywiadzie z mega trendy-jazzy Pawłem Stasiakiem dla „DosDedos”; Stasiak mówi: „Wiecie, jeśli chodzi o ataki na muzykę, na to, co my robimy, to mam do tego tak ogromny dystans, a wręcz zlewkę, że jestem do takich ofensywnych zachowań wręcz nadmiernie zdystansowany. Wynika to z tego, że pewne decyzje dotyczące repertuaru, występów i tego, kim jesteśmy, podejmujemy bardzo świadomie”. Zlewka mówicie Stasiak? To faktycznie nazywa się dystans. To tak jak z pracą pajaca – robienie z siebie idioty za pieniądze.
Do mnie nadal nie dociera stwierdzenie, że Papa Dance to muzycy, to twórcy. Dalej czuję powiew komercyjnej tandety, a tam gdzie taki smród wyczuwam – nie ma dla mnie miejsca. Popyt na taką muzykę, jak już wspominałem – jest. Jednak to nie moja bajka. Muzyka oprócz tego, że uderza w membrany głośnika musi coś ze sobą nieść. Jakieś konkretne emocje, najlepiej pozytywne. Panom jednak w moim przekonaniu to nie wychodzi, bo dostaję rozstroju żołądka przy ich nutach, a kiedy widzę sprawców całego zamieszania na obrazkach wszelakich – nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Mam nadzieję, że zapisali się do porządnego funduszu emerytalnego i już nie będą musieli się po raz siedemdziesiąty piąty reaktywować by zarobić parę groszy. Jak by co – panowie słyszałem, że za chałturzenie na weselach też nieźle płacą...
Miałem (nie)przyjemność wysłuchania w całości najnowszego krążka panów Papa, gdyż moja stacja ów album promowała jako „płytę tygodnia”. Ten tydzień przejdzie do mojej prywatnej historii jako wyjątkowo traumatyczny. Najpierw był „Czarny Śnieg”, czyli wiocha umiarkowana anno domini 2005. Popyt w tym kraju na wiochę jednak jest, dzięki czemu „klejący się do ust czarny śnieg” znalazł się nawet na antenie Radia Zet (chociaż słowo „nawet” jest tu chyba zbędne, obserwując ostatnio playlistę Zetki). Można zatem nazwać to poniekąd sukcesem. Nie zapominajmy przy tym, że program „Disco Polo Live” już nie pojawia się na antenie Polsatu, zatem gdzieś trzeba upchnąć muzykę na wiejskie wesela. Nic w przyrodzie nie ginie.
Czarny śnieg stopniał i przyszedł czas na dostawę świeżych mało ambitnych nutek. Próbuję zrozumieć całą ideę stojącą za powrotem Papa Dance. Przecież „Czarny śnieg” to nie był przebój rozrywkowy... Pełen dramaturgii, z poruszającym tekstem taktującym o kończącym się związku homo sapiens płci męskiej z żeńską. Toż to muzyczna górna półka...
Natomiast „Gdzie One Są” to utwór typowo swawolny i niezwykle lekki w odbiorze. Jednak także nie pozbawiony nutki dramaturgii. W końcu panowie śpiewają, że ktoś buchnął im forsę i „złote jaja”... Gdyby mnie ktoś pozbawił tychże przedmiotów też bym głośno protestował.
Czytałem ostatnio, że Papa Dance to „prekursorzy disco polo”. Coś w tym chyba jest... Z kolei w wywiadzie z mega trendy-jazzy Pawłem Stasiakiem dla „DosDedos”; Stasiak mówi: „Wiecie, jeśli chodzi o ataki na muzykę, na to, co my robimy, to mam do tego tak ogromny dystans, a wręcz zlewkę, że jestem do takich ofensywnych zachowań wręcz nadmiernie zdystansowany. Wynika to z tego, że pewne decyzje dotyczące repertuaru, występów i tego, kim jesteśmy, podejmujemy bardzo świadomie”. Zlewka mówicie Stasiak? To faktycznie nazywa się dystans. To tak jak z pracą pajaca – robienie z siebie idioty za pieniądze.
Do mnie nadal nie dociera stwierdzenie, że Papa Dance to muzycy, to twórcy. Dalej czuję powiew komercyjnej tandety, a tam gdzie taki smród wyczuwam – nie ma dla mnie miejsca. Popyt na taką muzykę, jak już wspominałem – jest. Jednak to nie moja bajka. Muzyka oprócz tego, że uderza w membrany głośnika musi coś ze sobą nieść. Jakieś konkretne emocje, najlepiej pozytywne. Panom jednak w moim przekonaniu to nie wychodzi, bo dostaję rozstroju żołądka przy ich nutach, a kiedy widzę sprawców całego zamieszania na obrazkach wszelakich – nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Mam nadzieję, że zapisali się do porządnego funduszu emerytalnego i już nie będą musieli się po raz siedemdziesiąty piąty reaktywować by zarobić parę groszy. Jak by co – panowie słyszałem, że za chałturzenie na weselach też nieźle płacą...
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 27 maja 2012
Media i kultura
1960 – Polskie Radio nadało pierwszy odcinek powieści radiowej "W Jezioranach" ; 1994 – odbyła się polska premiera filmu "Trzy kolory. Czerwony"
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze