06.06.06, 23:06
Dlaczego Kod Da Vinci jest tak popularny
Powieść Dana Browna i powstały na jej podstawie film są utworami czysto rozrywkowymi. Dan Brown chciał napisać popularną powieść, która ludzi wciągnie i się dobrze sprzeda. I tak też uczynił.
Powieść Dana Browna i powstały na jej podstawie film są utworami czysto rozrywkowymi. Dan Brown chciał napisać popularną powieść, która ludzi wciągnie i się dobrze sprzeda. I tak też uczynił. Wyciągane przeciwko niemu armaty są po prostu niepoważne. Powieściopisarz ma prawo sobie pozmyślać, więc wytykanie mu czegokolwiek przy użyciu argumentów naukowych czy teologicznych jest śmieszne. Ani rzeczona powieść, ani film nie mają pretensji naukowych, każdy kto z nimi ze śmiertelną powagą walczy, wytykając jakieś nieścisłości albo wybiórczość, jest nie w pełni władz umysłowych.
Kościół wziął się jednak za powieść i film jak za samego szatana i dał się wkręcić w ich marketing, któremu świadczy darmowe usługi. Grzmi i wzywa do bojkotu, wiedząc doskonale, że skutki będą odwrotne od zamierzonych. Jako ateistę, cieszy mnie to niezmiernie, aczkolwiek nadziwić się nie mogę, jak można sobie strzelać takiego samobója. Obecny papież, który sam w młodości dał się uwieść Hitlerjugend (niech będzie, że go zmusili), myśli pewnie, że każdy jest równie podatny na wszystko, co mu się podaje. Taka to już natura ludzi słabej wiary w człowieka. Jednak panika kleru, jaką obserwujemy, sprawia wrażenie, jakby reprezentowana przezeń (tzn. przez ten kler) religia stała na tak wątłych fundamentach, że jeden film może ją w pył obrócić. W takim razie ta panika nie jest tylko strachem przed grożącym katolicyzmowi rozkładem, a przejawem, że rozkład ten już się dokonał i wystarczy byle co, by religia zawaliła się do reszty.
Niektórzy prawicowi publicyści wymyślili nawet, że powieść Browna i film na jej podstawie to jest taki antykatolicki wariant „Protokołów Mężów Syjonu”, który ma za zadanie sączyć na przestrzeni pokoleń nienawiść do katolików. Nie powiem, kto to wymyślił, bo żaden z niego geniusz. Ciekawe tylko, że film jest też niezwykle popularny w krajach katolickich, wśród wierzących katolików.
Z punktu widzenia antropologii i teorii kultury, który jest mi z racji wykształcenia bliski, wygląda to jednak tak, że to właśnie struktura i organizacja samej religii katolickiej są odpowiedzialne za taką popularność książki i filmu.
Jedną z najważniejszych funkcji, jakie w większości kultur pełni rytuał, jest obrzędowe zawieszenie obowiązujących w danej kulturze norm i zakazów, a nawet odwrócenie ich, nie wyłączając nawet najmocniejszych tabu. Jednym z najbardziej fascynujących przykładów jest to, jak starożytni Żydzi obchodzili święto Jom Kippur. Zakaz wypowiadania imienia Boga należał do największych świętości tej religii. Żeby jednak całe społeczeństwo wyznające judaizm nie popadło w zbiorową psychozę z powodu presji tego zakazu, żydowska kultura znalazła sposób na rozładowywanie wynikających z niego napięć. W czasie owego święta, a więc raz w roku, arcykapłan Świątyni Jerozolimskiej wkraczał do Świętego Świętych, jej najświętszego zakątka, i w imieniu całego społeczeństwa wypowiadał tam to imię. Napięcie było rozładowane. Kultura żydowska gwarantowała sobie jako całości i temu zakazowi w szczególności trwałość i funkcjonalność dzięki temu, że raz do roku ten zakaz zawieszała i w wydzielonym miejscu i czasie pozwalała wysokiemu przedstawicielowi tej kultury złamać ów zakaz, zrobić coś dokładnie przeciwnego. Dzięki temu trwała i unikała zbiorowej nerwicy.
Kiedyś chrześcijaństwo również zawierało takie rytuały. Na tym polegał średniowieczny karnawał. Napięcia wynikające z tego, jak silne były w ówczesnym życiu zakazy i nakazy religijne (zdarzała się przecież kara śmierci za pracę w niedzielę albo za zjedzenie mięsa w okresie postu), a także z tego, jak silna była władza Kościoła, rozładowywał okres karnawału. W okresie tym wszystko stawało na głowie. Karły i komedianci na ulicach kpili z religii, z Kościoła, z władzy, przebierali się za mnichów i zakonnice, by ich ośmieszyć, wszyscy jedli, ile tylko mogli i na ile było ich stać. Wytępiono jednak z czasem wszystkie takie praktyki.
W chrześcijaństwie nie ma już rytuałów, które rozładowywałyby napięcia z samego chrześcijaństwa wynikające i tym samym ratowały wyznawców przed nerwicą. We współczesnej cywilizacji Zachodu wiele funkcji rytuału przejęła kultura masowa. „Kod da Vinci” jest tak popularny z powodu owej dysfunkcji chrześcijaństwa. Ludzie idą na niego do kina, by - oglądając coś, co jest tak bardzo wbrew doktrynie Kościoła - rozładować napięcia wynikające z presji wyznawanej religii, ponieważ religia ta rozładowania takiego nie umożliwia. „Kod da Vinci” ratuje więc równowagę psychiczną jednostek i społeczeństw i dlatego jego przyjęcie jest tak entuzjastyczne. Entuzjazm ten będzie tym większy, im bardziej Kościół będzie tego zakazywał.
Kościół wziął się jednak za powieść i film jak za samego szatana i dał się wkręcić w ich marketing, któremu świadczy darmowe usługi. Grzmi i wzywa do bojkotu, wiedząc doskonale, że skutki będą odwrotne od zamierzonych. Jako ateistę, cieszy mnie to niezmiernie, aczkolwiek nadziwić się nie mogę, jak można sobie strzelać takiego samobója. Obecny papież, który sam w młodości dał się uwieść Hitlerjugend (niech będzie, że go zmusili), myśli pewnie, że każdy jest równie podatny na wszystko, co mu się podaje. Taka to już natura ludzi słabej wiary w człowieka. Jednak panika kleru, jaką obserwujemy, sprawia wrażenie, jakby reprezentowana przezeń (tzn. przez ten kler) religia stała na tak wątłych fundamentach, że jeden film może ją w pył obrócić. W takim razie ta panika nie jest tylko strachem przed grożącym katolicyzmowi rozkładem, a przejawem, że rozkład ten już się dokonał i wystarczy byle co, by religia zawaliła się do reszty.
Niektórzy prawicowi publicyści wymyślili nawet, że powieść Browna i film na jej podstawie to jest taki antykatolicki wariant „Protokołów Mężów Syjonu”, który ma za zadanie sączyć na przestrzeni pokoleń nienawiść do katolików. Nie powiem, kto to wymyślił, bo żaden z niego geniusz. Ciekawe tylko, że film jest też niezwykle popularny w krajach katolickich, wśród wierzących katolików.
Z punktu widzenia antropologii i teorii kultury, który jest mi z racji wykształcenia bliski, wygląda to jednak tak, że to właśnie struktura i organizacja samej religii katolickiej są odpowiedzialne za taką popularność książki i filmu.
Jedną z najważniejszych funkcji, jakie w większości kultur pełni rytuał, jest obrzędowe zawieszenie obowiązujących w danej kulturze norm i zakazów, a nawet odwrócenie ich, nie wyłączając nawet najmocniejszych tabu. Jednym z najbardziej fascynujących przykładów jest to, jak starożytni Żydzi obchodzili święto Jom Kippur. Zakaz wypowiadania imienia Boga należał do największych świętości tej religii. Żeby jednak całe społeczeństwo wyznające judaizm nie popadło w zbiorową psychozę z powodu presji tego zakazu, żydowska kultura znalazła sposób na rozładowywanie wynikających z niego napięć. W czasie owego święta, a więc raz w roku, arcykapłan Świątyni Jerozolimskiej wkraczał do Świętego Świętych, jej najświętszego zakątka, i w imieniu całego społeczeństwa wypowiadał tam to imię. Napięcie było rozładowane. Kultura żydowska gwarantowała sobie jako całości i temu zakazowi w szczególności trwałość i funkcjonalność dzięki temu, że raz do roku ten zakaz zawieszała i w wydzielonym miejscu i czasie pozwalała wysokiemu przedstawicielowi tej kultury złamać ów zakaz, zrobić coś dokładnie przeciwnego. Dzięki temu trwała i unikała zbiorowej nerwicy.
Kiedyś chrześcijaństwo również zawierało takie rytuały. Na tym polegał średniowieczny karnawał. Napięcia wynikające z tego, jak silne były w ówczesnym życiu zakazy i nakazy religijne (zdarzała się przecież kara śmierci za pracę w niedzielę albo za zjedzenie mięsa w okresie postu), a także z tego, jak silna była władza Kościoła, rozładowywał okres karnawału. W okresie tym wszystko stawało na głowie. Karły i komedianci na ulicach kpili z religii, z Kościoła, z władzy, przebierali się za mnichów i zakonnice, by ich ośmieszyć, wszyscy jedli, ile tylko mogli i na ile było ich stać. Wytępiono jednak z czasem wszystkie takie praktyki.
W chrześcijaństwie nie ma już rytuałów, które rozładowywałyby napięcia z samego chrześcijaństwa wynikające i tym samym ratowały wyznawców przed nerwicą. We współczesnej cywilizacji Zachodu wiele funkcji rytuału przejęła kultura masowa. „Kod da Vinci” jest tak popularny z powodu owej dysfunkcji chrześcijaństwa. Ludzie idą na niego do kina, by - oglądając coś, co jest tak bardzo wbrew doktrynie Kościoła - rozładować napięcia wynikające z presji wyznawanej religii, ponieważ religia ta rozładowania takiego nie umożliwia. „Kod da Vinci” ratuje więc równowagę psychiczną jednostek i społeczeństw i dlatego jego przyjęcie jest tak entuzjastyczne. Entuzjazm ten będzie tym większy, im bardziej Kościół będzie tego zakazywał.
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 26 maja 2012
Media i kultura
1956 – W Krakowie otwarto Piwnicę pod Baranami, założoną przez Piotra Skrzyneckiego; 1986 - ukazał się album "The Final Countdown" szwedzkiej grupy Europe
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze