12.03.07, 20:03
Kto zamawia tę Pizzę
Kiedy w 2001 roku Grabarz śpiewał w „Nienawidzę twojej generacji” słowa „rock’n’roll umarł, rock jest martwy stary” nawet nie przypuszczał jak bardzo się myli. I nie tylko on. Gdy już zacząłem myśleć, że ostrzejsze rockowe granie w polskim wykonaniu odeszło w mroki historii wraz z końcem KNŻ-tu, czy TSA. Okazało się, że w podziemiach krakowskich klubów nadal radzi sobie całkiem nieźle.
W ten weekend dostałem dwie propozycje odwiedzenia miejsc, w których odbywaly się imprezy metalowe, lub hard rockowe. Niestety obie były w tym samym czasie, a w różnych miejscach i z ciężkim sercem z jednej musiałem zrezygnować. Padło na klub „Imbir” i koncerty kapel ADHD, 20 TIMES i HEDACHE. I ponoć mam czego żałować… Szkoda, że nie można się rozdwoić… Wybrałem się za to na koncert Pizzy Łomot w klubie „Awaria”, zachęcony tym co usłyszałem na ich dwóch dotychczas wydanych płytach (trzecia została zarejestrowana, jednak nie doczekała się wydania). I się nie zawiodłem.
Historia tej kapeli przypomina mi nieco to co działo w czasach, gdy pierwsze kroki stawiał polski punk rock. Skład, jak i miejsca prób Pizzy zmieniały się w ciągu 11 lat istnienia tak często, że już mało kto pamięta właściwą kolejność wydarzeń. Grali wszędzie, gdzie było to możliwe, począwszy od małych klubów, przez MDK-i, aż po suportowanie Acid Drinkers. Teraz jeżdżą w trasy po całej Polsce i nie tylko. Co nie dziwi, bo są naprawdę ciekawą kapelą. W ich muzyce słychać wpływy starego punka w stylu Big Cyca, metalowych zagrywek jakimi kiedyś zachwycał Litza w „Kwasożlopach”, czy KNŻ-cie. Gdzieś w wokalu przemyka stylistyka Illusion, a momentami Kazika ( jak w „Metalu z machajca” ). Jest to kapela czerpiąca z najlepszych wzorców i to czerpiąca to co najlepsze. A co ważniejsze potrafiąca to wykorzystać i brzmieć charakterystycznie.
Wracając do koncertu. O godzinie 21 dnia 10 marca 2007 roku zatrzęsły się w posadach budynki przy ulicy Mikołajskiej. Ściana dźwięku jaka uderzyła w moje uszy ( i nie tylko, bo sala była pełna) mogłaby zburzyć mury Jerycha skuteczniej niż biblijne trąby. Punk-metalowy łomot jaki zaaplikował nam Paweł Ziarkiewicz na perkusji upewnił mnie, że znalazłem się we właściwym miejscu. A był to dopiero początek miłych niespodzianek. W pierwszym secie zagrali to co mają najlepszego do zaoferowania. „Jacek drwal”, w porównaniu z nagraniem studyjnym, ma w wersji koncertowej więcej mocy i dynamiki, a to dzięki basowym pochodom Marka Gradziuka i ostrym riffom Marcina Maciejko. I tak miało być do końca. Każdy kolejny kawałek powodował drżenia podłogi i obsypywanie tynku z sufitu. Zwłaszcza, gdy bas zaczynał dudnić, a w perkusji rządziła podwójna stopa, jak w „Ściemie”, czy „Wróżkach”. Koncert skończył się stosunkowo wcześnie, ale chyba każdy, kto na nim był, wychodził w pełni usatysfakcjonowany.
Słuchając kapel takich, jak Pizza Łomot zastanawiam się jakim cudem muzycy posiadający duże umiejętności i wiedzę muzyczną przegrywają z popeliną jaką prezentuje się dziś w mediach (chwała radiowej trójce za muzykę jaką można usłyszeć na ich antenie ostatnio). To trio ma więcej do zaoferowania niż większość „tego czegoś” co startuje w eliminacjach Eurowizji ( nie ubliżając Lordi ), czy pokazujących się kiedyś w (na szczęście świętej pamięci ) Muzycznej Jedynce. Brakuje miejsc, czy programów promujących ambitną i ciekawą muzykę ( jak kiedyś Clipol na TVP2 ). Warto o tym pomyśleć panowie dyrektorzy programowi. Chyba, że chcecie promować bezguście i kolejne produkty „różowej rewolucji”. Czy zachęcam tym do posłuchania „Pizzy”? Ależ oczywiście! Oni są nadzieją na reaktywacje czegoś co ja nazywam punk-metalem, a co pomału umiera wraz z końcem KNŻ-tu, czy powolną śmiercią „Acidos”. Warto ich posłuchać.
W ten weekend dostałem dwie propozycje odwiedzenia miejsc, w których odbywaly się imprezy metalowe, lub hard rockowe. Niestety obie były w tym samym czasie, a w różnych miejscach i z ciężkim sercem z jednej musiałem zrezygnować. Padło na klub „Imbir” i koncerty kapel ADHD, 20 TIMES i HEDACHE. I ponoć mam czego żałować… Szkoda, że nie można się rozdwoić… Wybrałem się za to na koncert Pizzy Łomot w klubie „Awaria”, zachęcony tym co usłyszałem na ich dwóch dotychczas wydanych płytach (trzecia została zarejestrowana, jednak nie doczekała się wydania). I się nie zawiodłem.
Historia tej kapeli przypomina mi nieco to co działo w czasach, gdy pierwsze kroki stawiał polski punk rock. Skład, jak i miejsca prób Pizzy zmieniały się w ciągu 11 lat istnienia tak często, że już mało kto pamięta właściwą kolejność wydarzeń. Grali wszędzie, gdzie było to możliwe, począwszy od małych klubów, przez MDK-i, aż po suportowanie Acid Drinkers. Teraz jeżdżą w trasy po całej Polsce i nie tylko. Co nie dziwi, bo są naprawdę ciekawą kapelą. W ich muzyce słychać wpływy starego punka w stylu Big Cyca, metalowych zagrywek jakimi kiedyś zachwycał Litza w „Kwasożlopach”, czy KNŻ-cie. Gdzieś w wokalu przemyka stylistyka Illusion, a momentami Kazika ( jak w „Metalu z machajca” ). Jest to kapela czerpiąca z najlepszych wzorców i to czerpiąca to co najlepsze. A co ważniejsze potrafiąca to wykorzystać i brzmieć charakterystycznie.
Wracając do koncertu. O godzinie 21 dnia 10 marca 2007 roku zatrzęsły się w posadach budynki przy ulicy Mikołajskiej. Ściana dźwięku jaka uderzyła w moje uszy ( i nie tylko, bo sala była pełna) mogłaby zburzyć mury Jerycha skuteczniej niż biblijne trąby. Punk-metalowy łomot jaki zaaplikował nam Paweł Ziarkiewicz na perkusji upewnił mnie, że znalazłem się we właściwym miejscu. A był to dopiero początek miłych niespodzianek. W pierwszym secie zagrali to co mają najlepszego do zaoferowania. „Jacek drwal”, w porównaniu z nagraniem studyjnym, ma w wersji koncertowej więcej mocy i dynamiki, a to dzięki basowym pochodom Marka Gradziuka i ostrym riffom Marcina Maciejko. I tak miało być do końca. Każdy kolejny kawałek powodował drżenia podłogi i obsypywanie tynku z sufitu. Zwłaszcza, gdy bas zaczynał dudnić, a w perkusji rządziła podwójna stopa, jak w „Ściemie”, czy „Wróżkach”. Koncert skończył się stosunkowo wcześnie, ale chyba każdy, kto na nim był, wychodził w pełni usatysfakcjonowany.
Słuchając kapel takich, jak Pizza Łomot zastanawiam się jakim cudem muzycy posiadający duże umiejętności i wiedzę muzyczną przegrywają z popeliną jaką prezentuje się dziś w mediach (chwała radiowej trójce za muzykę jaką można usłyszeć na ich antenie ostatnio). To trio ma więcej do zaoferowania niż większość „tego czegoś” co startuje w eliminacjach Eurowizji ( nie ubliżając Lordi ), czy pokazujących się kiedyś w (na szczęście świętej pamięci ) Muzycznej Jedynce. Brakuje miejsc, czy programów promujących ambitną i ciekawą muzykę ( jak kiedyś Clipol na TVP2 ). Warto o tym pomyśleć panowie dyrektorzy programowi. Chyba, że chcecie promować bezguście i kolejne produkty „różowej rewolucji”. Czy zachęcam tym do posłuchania „Pizzy”? Ależ oczywiście! Oni są nadzieją na reaktywacje czegoś co ja nazywam punk-metalem, a co pomału umiera wraz z końcem KNŻ-tu, czy powolną śmiercią „Acidos”. Warto ich posłuchać.
Najnowsze informacje: kultura
24.05.12, 09:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
22.05.12, 23:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 25 maja 2012
Media i kultura
1942 – urodziła się Łucja Prus (piosenkarka), 1979 – odbyła się premiera filmu "Test pilota Pirxa"
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze