19.03.07, 00:03
Akurat w Studiu
Tym razem nieco odchodzę od dotychczasowej praktyki pisania o mało znanych kapelach, ale tylko trochę. W środę byłem na koncercie zespołów, które już jakiś czas istnieją na rynku i mają na koncie znaczne osiągnięcia. Jednak na świeczniku są dopiero od kilku lat. Stanowią one wzór i wyznaczają kierunek, jakim należy pójść, aby zaistnieć.
Tym razem nieco odchodzę od dotychczasowej praktyki pisania o mało znanych kapelach, ale tylko trochę. W środę byłem na koncercie zespołów, które już jakiś czas istnieją na rynku i mają na koncie znaczne osiągnięcia. Jednak na świeczniku są dopiero od kilku lat. Stanowią one wzór i wyznaczają kierunek, jakim należy pójść, aby zaistnieć.
Mowa tu o nowohuckiej Wu-hae i bielskim Akurat, które wystąpiły wspólnie w Klubie Studio. Na Miasteczku Studenckim AGH wystąpił również Jacek Kleyff z Orkiestrą Na Zdrowie, ale o nim trudno napisać, że dopiero kilka lat jest na topie. Tak na marginesie, zdziwiła mnie kolejność występów. Jako gwiazda był anonsowany Akurat, jednak jako ostatni zagrał Kleyff. Na koncercie, którego została nieliczna grupka fanów i sporo dziennikarzy… Nie mam pojęcia, czemu organizatorzy zrobili w ten sposób. Na pewno na tym stracili nie tylko występujący, ale też i goście.
Punktualnie o godzinie 20. 14. marca na scenie pojawiła się spora grupa muzyków nazywająca się Wu-hae. Chłopcy z Nowej Huty mają za sobą trasy po Niemczech i nagrania z wielkimi polskiej sceny, m.in. z Jarkiem Śmietaną i Franzem Dredhunterem. Oraz długi pobyt (17 tygodni) na liście Niedźwieckiego i… niesamowite poczucie humoru. Przez pierwsze kilka minut czułem się jak na przeglądzie kabaretów. Bzyk i Guzik, wokaliści kapeli, sypali żartami i anegdotami rozbawiając publiczność. Skutkiem czego były salwy śmiechu i piski dziewczyn. Niestety żadna nie rzuciła stanikiem, mimo iż chłopcy o to prosili. Żarty się skończyły, gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki „Wojny o stołki”. Ostre dźwięki gitar, pomieszane z brzmieniem wiolonczeli wprawiły publiczność w trans. Tłum pod sceną falował w rytm muzyki wykrzykując wraz z wokalistami słowa piosenki. A piosenka ta to klasyczny manifest polityczny, szydzący z polityków i ich dążenia do posiadania jak największej władzy. I taki był cały koncert. Z każdego utworu zionęło niechęcią (to najdelikatniejsze słowo jaki przychodzi mi do głowy) do wszelkich form władzy i ludzi ją sprawujących. Muzycy Wu-hae pokazali pazur i charakter, którego brakuje większości zespołów „zasiedziałych” na rynku muzycznym. A przede wszystkim nie bali się mówić to co myślą. A myślą, jak się okazało, podobnie jak większość młodych ludzi będących na ich koncercie.
Wu-hae nie było dane skończyć tak jak to było planowane. Organizatorzy (nie, żebym się do nich czepiał) nie pozwolili zagrać już „Alkoholika” i po kilkuminutowej przerwie na scenie pojawił się Akurat. Wejście zespołu, który ma za sobą trasy koncertowe po prawie całej Europie, występy na największym festiwalu muzycznym na kontynencie i trzy studyjne płyty na koncie publiczność przywitała ogromną wrzawą. Pod sceną robiło się coraz ciaśniej, a tłum zaczynał falować w rytm muzyki. Tymczasem na scenie niepodzielnie panował Tomasz Kłaptocz, lider i wokalista zespołu. Pozostała piątka muzyków była jakby dodatkiem do tego co Kłaptocz wyprawiał. Pokrzykiwał, tańczył, skakał. Jednym słowem porywał publikę do zabawy. Ze sceny płynęły kolejne nuty, a w górę wędrowali kolejni fani. Ludzie niesieni na rękach raz za razem lądowali na ramionach ochroniarzy stojących między sceną a barierkami (trzeba tu zaznaczyć, że ochrona spisywała się świetnie).
Zabawa była przednia. Akuraci zagrali najlepsze swoje kawałki, począwszy od „Hahahaczyka” z pierwszego albumu, a na najnowszej „Wiej-skiej” skończywszy. Zespół pokazał się z jak najlepszej strony. Czego do końca nie można powiedzieć o oświetleniowcach, którzy obudzili się dopiero w trakcie ósmego kawałka. Od tej pory można było oglądać niesamowity spektakl świateł współgrający z tym co się działo na scenie i przed nią. Około godziny 22. koncert dobiegł końca. Jednak Akuraci wzywani przez publiczność pojawili się na scenie jeszcze dwukrotnie. I w czasie drugiego bisu dali o sobie znać pozostali muzycy wykonując wieńczącą występ solówkę. Pytanie tylko czemu tak późno?
W kilka minut po zejściu Kłaptocza i spółki sala opustoszała. A w tym momencie na scenę wkroczył Kleyff… I co zastał? Prawie pustą salę i grupkę dziennikarzy. No cóż można powiedzieć? Nie powiem nic, bo później będzie, że czepiam się organizatorów.
Wszelkie opinie, groźby tudzież propozycje proszę kierować na adres: s.zagorski@mediafm.net
Mowa tu o nowohuckiej Wu-hae i bielskim Akurat, które wystąpiły wspólnie w Klubie Studio. Na Miasteczku Studenckim AGH wystąpił również Jacek Kleyff z Orkiestrą Na Zdrowie, ale o nim trudno napisać, że dopiero kilka lat jest na topie. Tak na marginesie, zdziwiła mnie kolejność występów. Jako gwiazda był anonsowany Akurat, jednak jako ostatni zagrał Kleyff. Na koncercie, którego została nieliczna grupka fanów i sporo dziennikarzy… Nie mam pojęcia, czemu organizatorzy zrobili w ten sposób. Na pewno na tym stracili nie tylko występujący, ale też i goście.
Punktualnie o godzinie 20. 14. marca na scenie pojawiła się spora grupa muzyków nazywająca się Wu-hae. Chłopcy z Nowej Huty mają za sobą trasy po Niemczech i nagrania z wielkimi polskiej sceny, m.in. z Jarkiem Śmietaną i Franzem Dredhunterem. Oraz długi pobyt (17 tygodni) na liście Niedźwieckiego i… niesamowite poczucie humoru. Przez pierwsze kilka minut czułem się jak na przeglądzie kabaretów. Bzyk i Guzik, wokaliści kapeli, sypali żartami i anegdotami rozbawiając publiczność. Skutkiem czego były salwy śmiechu i piski dziewczyn. Niestety żadna nie rzuciła stanikiem, mimo iż chłopcy o to prosili. Żarty się skończyły, gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki „Wojny o stołki”. Ostre dźwięki gitar, pomieszane z brzmieniem wiolonczeli wprawiły publiczność w trans. Tłum pod sceną falował w rytm muzyki wykrzykując wraz z wokalistami słowa piosenki. A piosenka ta to klasyczny manifest polityczny, szydzący z polityków i ich dążenia do posiadania jak największej władzy. I taki był cały koncert. Z każdego utworu zionęło niechęcią (to najdelikatniejsze słowo jaki przychodzi mi do głowy) do wszelkich form władzy i ludzi ją sprawujących. Muzycy Wu-hae pokazali pazur i charakter, którego brakuje większości zespołów „zasiedziałych” na rynku muzycznym. A przede wszystkim nie bali się mówić to co myślą. A myślą, jak się okazało, podobnie jak większość młodych ludzi będących na ich koncercie.
Wu-hae nie było dane skończyć tak jak to było planowane. Organizatorzy (nie, żebym się do nich czepiał) nie pozwolili zagrać już „Alkoholika” i po kilkuminutowej przerwie na scenie pojawił się Akurat. Wejście zespołu, który ma za sobą trasy koncertowe po prawie całej Europie, występy na największym festiwalu muzycznym na kontynencie i trzy studyjne płyty na koncie publiczność przywitała ogromną wrzawą. Pod sceną robiło się coraz ciaśniej, a tłum zaczynał falować w rytm muzyki. Tymczasem na scenie niepodzielnie panował Tomasz Kłaptocz, lider i wokalista zespołu. Pozostała piątka muzyków była jakby dodatkiem do tego co Kłaptocz wyprawiał. Pokrzykiwał, tańczył, skakał. Jednym słowem porywał publikę do zabawy. Ze sceny płynęły kolejne nuty, a w górę wędrowali kolejni fani. Ludzie niesieni na rękach raz za razem lądowali na ramionach ochroniarzy stojących między sceną a barierkami (trzeba tu zaznaczyć, że ochrona spisywała się świetnie).
Zabawa była przednia. Akuraci zagrali najlepsze swoje kawałki, począwszy od „Hahahaczyka” z pierwszego albumu, a na najnowszej „Wiej-skiej” skończywszy. Zespół pokazał się z jak najlepszej strony. Czego do końca nie można powiedzieć o oświetleniowcach, którzy obudzili się dopiero w trakcie ósmego kawałka. Od tej pory można było oglądać niesamowity spektakl świateł współgrający z tym co się działo na scenie i przed nią. Około godziny 22. koncert dobiegł końca. Jednak Akuraci wzywani przez publiczność pojawili się na scenie jeszcze dwukrotnie. I w czasie drugiego bisu dali o sobie znać pozostali muzycy wykonując wieńczącą występ solówkę. Pytanie tylko czemu tak późno?
W kilka minut po zejściu Kłaptocza i spółki sala opustoszała. A w tym momencie na scenę wkroczył Kleyff… I co zastał? Prawie pustą salę i grupkę dziennikarzy. No cóż można powiedzieć? Nie powiem nic, bo później będzie, że czepiam się organizatorów.
Wszelkie opinie, groźby tudzież propozycje proszę kierować na adres: s.zagorski@mediafm.net
Najnowsze informacje: kultura
24.05.12, 09:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
22.05.12, 23:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 25 maja 2012
Media i kultura
1942 – urodziła się Łucja Prus (piosenkarka), 1979 – odbyła się premiera filmu "Test pilota Pirxa"
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze