20.03.07, 22:03
EsFlores
Minął kolejny weekend i kolejne koncerty. Znów mogę tylko żałować, że nie istnieje możliwość bycia w wielu miejscach w tym samym czasie. I niestety w kilku miejscach nie było mi dane być. Nie odwiedziłem klubu „Stare Konie”, gdzie wystąpił zespół Siódma w nocy. Znakomita kapela bluesowa, o której nie wypada mi zbytnio pisać. Dlaczego?
Minął kolejny weekend i kolejne koncerty. Znów mogę tylko żałować, że nie istnieje możliwość bycia w wielu miejscach w tym samym czasie. I niestety w kilku miejscach nie było mi dane być. Nie odwiedziłem klubu „Stare Konie”, gdzie wystąpił zespół Siódma w nocy. Znakomita kapela bluesowa, o której nie wypada mi zbytnio pisać. Dlaczego? Ponieważ nie mogę powiedzieć, że ich nie znam, że nie wiem jak grają. Nie mogę powiedzieć również tego, że nie miałem okazji widzieć ich pierwszego koncertu, że nie byłem obecny w czasie zmiany składu. Po prostu nie wypada. Nie jestem członkiem pewnej partii, aby szerzyć nepotyzm. Ale można się spodziewać, że przy okazji pisania o jakimś festiwalu bluesowym nazwa tej kapeli się pojawi. Niestety zrezygnować również musiałem z koncertu punkowego składu Chupacabras w klubie „Imbir”. O nich nie będę się rozpisywał teraz, ponieważ mam zamiar wybrać się, gdzieś, gdzie będą grali i wówczas przybliżę tę ciekawą kapelę.
Nie będę już pisał o miejscach do których nie dotarłem, ponieważ mogłoby to zająć całą stronę, a zajmę się tym, od czego powinienem zacząć. Znów pojawiłem się w „Awarii”, co niektórych już przestaje dziwić. Klub jest jednym z najbardziej interesujących miejsc, gdzie można posłuchać undergroundowej muzyki. W jednym z portali zajmujących się krakowskimi lokalami przeczytałem, iż jest to już miejsce kultowe. Może coś w tym jest? Na pewno kapela, która tam zagrała zasługuje na miano kultowej. Przynajmniej w pewnym środowisku. EsFlores, bo to o nich mowa, znani są z występów z Dżemem, czy z Revolucją. Wspominałem o nich przy okazji urodzinowego koncertu Jacka Dewódzkiego, lidera Revolucji. Tym razem wystąpili sami. I zagrali całkiem poprawny koncert, mimo tego, że wszystko sprzysięgło przeciwko nim. Ale od początku. Koncert zaczął się z półgodzinnym opóźnieniem z powodu spalonego kabla sieciowego. Chochlik, który zagnieździł się w sprzęcie dawał o sobie znać jeszcze kilkukrotnie: mikrofony odmówiły posłuszeństwa, mikser również się zbuntował, a struny rwały notorycznie. Jednak chłopcy poradzili sobie ze wszystkimi złośliwościami sprzętu martwego i zagrali to co było zaplanowane. Zaprezentowali swoje najlepsze piosenki, począwszy od „Idź do diabla”, mrocznej opowieści o rozstaniu i samotności, aż po „Krzyżackie psy”, zabawną opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce w 1410 roku pod wsią Grunwald. Zwłaszcza ta ostatnia jest godna uwagi. Zaczyna się od klawiszowego intra Rafała Guzika, w którym przemykają fragmenty motywów muzycznych z kilku seriali telewizyjnych, po czym płynnie przechodzi w rockowy łomot. Kolejne zwrotki przerywa przeciągły okrzyk, w tym przypadku skandowany przez prawie sto gardeł obecnych w klubie. „Krzyżackie” są prawie hymnem „Esów”. Grane na każdym koncercie doprowadzają temperaturę wśród publiczności do stanu wrzenia. Podobnie jest z kawałkiem „Es flores”, opowieści o przewrotności życia i złośliwościach, jakie nas spotykają ze strony otaczającej nas rzeczywistości.
Koncert nie był może najlepszym jaki zagrali. W ich wykonaniu widziałem lepsze. Jakimś usprawiedliwieniem może być to, że całe dnie spędzają w studiu na nagraniu debiutanckiego albumu (wkrótce recenzja). Jedyne pytanie jakie się nasuwa w związku tym, to dlaczego tak późno? „Esy” na pewno są kapela godną polecenia. Jedna mała wpadka, jaką był ten koncert nie powinna nikogo zniechęcić. Stać ich na dużo więcej i najczęściej to pokazują. Poszukajcie, gdzie będą grać w najbliższym czasie. Dobra zabawa gwarantowana!
Jak zwykle wszelkie groźby, czy podziękowania można kierować na adres s.zagorski@mediafm.net
Nie będę już pisał o miejscach do których nie dotarłem, ponieważ mogłoby to zająć całą stronę, a zajmę się tym, od czego powinienem zacząć. Znów pojawiłem się w „Awarii”, co niektórych już przestaje dziwić. Klub jest jednym z najbardziej interesujących miejsc, gdzie można posłuchać undergroundowej muzyki. W jednym z portali zajmujących się krakowskimi lokalami przeczytałem, iż jest to już miejsce kultowe. Może coś w tym jest? Na pewno kapela, która tam zagrała zasługuje na miano kultowej. Przynajmniej w pewnym środowisku. EsFlores, bo to o nich mowa, znani są z występów z Dżemem, czy z Revolucją. Wspominałem o nich przy okazji urodzinowego koncertu Jacka Dewódzkiego, lidera Revolucji. Tym razem wystąpili sami. I zagrali całkiem poprawny koncert, mimo tego, że wszystko sprzysięgło przeciwko nim. Ale od początku. Koncert zaczął się z półgodzinnym opóźnieniem z powodu spalonego kabla sieciowego. Chochlik, który zagnieździł się w sprzęcie dawał o sobie znać jeszcze kilkukrotnie: mikrofony odmówiły posłuszeństwa, mikser również się zbuntował, a struny rwały notorycznie. Jednak chłopcy poradzili sobie ze wszystkimi złośliwościami sprzętu martwego i zagrali to co było zaplanowane. Zaprezentowali swoje najlepsze piosenki, począwszy od „Idź do diabla”, mrocznej opowieści o rozstaniu i samotności, aż po „Krzyżackie psy”, zabawną opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce w 1410 roku pod wsią Grunwald. Zwłaszcza ta ostatnia jest godna uwagi. Zaczyna się od klawiszowego intra Rafała Guzika, w którym przemykają fragmenty motywów muzycznych z kilku seriali telewizyjnych, po czym płynnie przechodzi w rockowy łomot. Kolejne zwrotki przerywa przeciągły okrzyk, w tym przypadku skandowany przez prawie sto gardeł obecnych w klubie. „Krzyżackie” są prawie hymnem „Esów”. Grane na każdym koncercie doprowadzają temperaturę wśród publiczności do stanu wrzenia. Podobnie jest z kawałkiem „Es flores”, opowieści o przewrotności życia i złośliwościach, jakie nas spotykają ze strony otaczającej nas rzeczywistości.
Koncert nie był może najlepszym jaki zagrali. W ich wykonaniu widziałem lepsze. Jakimś usprawiedliwieniem może być to, że całe dnie spędzają w studiu na nagraniu debiutanckiego albumu (wkrótce recenzja). Jedyne pytanie jakie się nasuwa w związku tym, to dlaczego tak późno? „Esy” na pewno są kapela godną polecenia. Jedna mała wpadka, jaką był ten koncert nie powinna nikogo zniechęcić. Stać ich na dużo więcej i najczęściej to pokazują. Poszukajcie, gdzie będą grać w najbliższym czasie. Dobra zabawa gwarantowana!
Jak zwykle wszelkie groźby, czy podziękowania można kierować na adres s.zagorski@mediafm.net
Najnowsze informacje: kultura
24.05.12, 09:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
22.05.12, 23:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 25 maja 2012
Media i kultura
1942 – urodziła się Łucja Prus (piosenkarka), 1979 – odbyła się premiera filmu "Test pilota Pirxa"
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze