30.05.07, 20:05
Opowieści z Ziemiorza: ładny ale bez iskry życia
Kraków jako jedno z niewielu miast w Polsce zaprezentował wielbicielom wielkiego ekranu najnowszą animowaną produkcję japońskiego studia Ghibli, zatytułowaną „Opowieści z Ziemiomorza”. Studio jest w Polsce znane z takich filmów, jak „Ruchomy zamek Hauru” i „Księżniczka Mononoke” - pisze Maria Illiew.
Kraków jako jedno z niewielu miast w Polsce zaprezentował wielbicielom wielkiego ekranu najnowszą animowaną produkcję japońskiego studia Ghibli, zatytułowaną „Opowieści z Ziemiomorza”. Studio jest w Polsce znane z takich filmów, jak „Ruchomy zamek Hauru” i „Księżniczka Mononoke”. Ta opowieść jednak odbiega od pozostałych – ma to związek z faktem, że po raz pierwszy reżyserem i scenarzystą jest nie Hayao Miyazaki, powszechnie znany i o wyrobionej renomie, lecz jego debiutujący syn Goro Miyazaki.
I trzeba przyznać, że wybrał sobie trudny temat. „Opowieści z Ziemiomorza” powstały na podstawie cyklu powieściowego Ursuli leGuin, o tym samym tytule. Film opowiada równolegle dwie historie – jedna mówi o arcymagu Gedzie/Krogulcu i jego walce o utrzymanie równowagi, której zniszczenie zagraża całemu światu, ze złym magiem Gedem, tematem drugiej są zmagania młodego królewicza Arrena z dręczącą go złą stroną samego siebie, z lękiem przed życiem i samotnością. Ogniwem łączącym jest spotkanie Geda z Arrenem oraz dwie postaci ważne w późniejszej akcji, czyli przyjaciółka i zapewne ukochana Geda, Tenar, oraz nieco dziwna dziewczynka, wychowanica Tenar o imieniu Therru.
Film łączy w sobie wątki i motywy z trzech książek i niestety trzeba powiedzieć, że nie udało mu się wyjść zwycięsko z próby, przed jaką staje każda adaptacja powieści. Cięzko go oglądać bez znajomości książek, ponieważ co pewien czas nasuwa się pytanie: „ale o co chodzi?”. Nie wiemy wielu rzeczy: skąd Ged zna Coba? Walczyli gdzieś, ale kiedy, dlaczego i o co? Co to za miejsce, z którego Ged uratował Tenar, i dlaczego ona tam się znalazła, co się tam z nią działo? Kim jest Therru, człowiekiem czy smokiem? Dlaczego zachwianie równowagi może zniszczyć cały świat i czym ona jest poza oczywistym faktem, że gdzie życie, tam musi być także śmierć? Czy Arren ma dwa cienie, dobry i zły, czy może cień jest tylko jeden? I kilka innych wątpliwości, skutecznie psujących przyjemność oglądania i tak obniżaną przez pewne dłużyzny i monotonię akcji filmu i tak dość ponurego i mrocznego.
Co zaś na plus? Jak zawsze w studiu Ghibli grafika i animacja stoją na bardzo wysokim poziomie. Miło popatrzeć na pastelowa, prześwietlone słońcem widoki, krajobrazy łąk, gór i morza. Kilka scen także zapada w pamięć – widowiskowy, pełen siły pojedynek smoków walczących na śmierć i życie pośród szalejącej burzy; dynamiczna scena ucieczki Arrena przed goniącymi go drapieżnikami; wreszcie Ged pędzący na pomoc Tenar niczym błysk światła rozcinający ciemność nocy. Na równie wysokim poziomie stoi muzyka (może poza „disneyowskim” momentem, gdy Therru stoi na wzgórzu i śpiewa zdecydowanie zbyt długo i zbyt piskliwie). To jednak nie wystarcza, by zrównoważyć trudności odbioru wynikające z braku zrozumienia części sytuacji na ekranie.
Film nie jest zły. Jest ładnie zrobiony, dopracowany, poprawny pod względem graficznym i estetycznym. Kilka scen zapada w pamięć i łapie za oko. Jednak brakuje mu jakiejś wewnętrznej iskry, życia, które zawsze miały w sobie produkcje studia Ghibli. Jest jakby pracą rzemieślnika, nie artysty – widać w nim trud, jaki zadano sobie, by powstał, nie widać sztuki i talentu. Pozostaje mieć nadzieję, że debiutujący Goro Miyazaki pójdzie w ślady swojego ojca i kolejne filmy spod jego ręki będą coraz lepsze. Bo początek, chociaż trochę nieudany, daje jednak nadzieję na przyszłość.
I trzeba przyznać, że wybrał sobie trudny temat. „Opowieści z Ziemiomorza” powstały na podstawie cyklu powieściowego Ursuli leGuin, o tym samym tytule. Film opowiada równolegle dwie historie – jedna mówi o arcymagu Gedzie/Krogulcu i jego walce o utrzymanie równowagi, której zniszczenie zagraża całemu światu, ze złym magiem Gedem, tematem drugiej są zmagania młodego królewicza Arrena z dręczącą go złą stroną samego siebie, z lękiem przed życiem i samotnością. Ogniwem łączącym jest spotkanie Geda z Arrenem oraz dwie postaci ważne w późniejszej akcji, czyli przyjaciółka i zapewne ukochana Geda, Tenar, oraz nieco dziwna dziewczynka, wychowanica Tenar o imieniu Therru.
Film łączy w sobie wątki i motywy z trzech książek i niestety trzeba powiedzieć, że nie udało mu się wyjść zwycięsko z próby, przed jaką staje każda adaptacja powieści. Cięzko go oglądać bez znajomości książek, ponieważ co pewien czas nasuwa się pytanie: „ale o co chodzi?”. Nie wiemy wielu rzeczy: skąd Ged zna Coba? Walczyli gdzieś, ale kiedy, dlaczego i o co? Co to za miejsce, z którego Ged uratował Tenar, i dlaczego ona tam się znalazła, co się tam z nią działo? Kim jest Therru, człowiekiem czy smokiem? Dlaczego zachwianie równowagi może zniszczyć cały świat i czym ona jest poza oczywistym faktem, że gdzie życie, tam musi być także śmierć? Czy Arren ma dwa cienie, dobry i zły, czy może cień jest tylko jeden? I kilka innych wątpliwości, skutecznie psujących przyjemność oglądania i tak obniżaną przez pewne dłużyzny i monotonię akcji filmu i tak dość ponurego i mrocznego.
Co zaś na plus? Jak zawsze w studiu Ghibli grafika i animacja stoją na bardzo wysokim poziomie. Miło popatrzeć na pastelowa, prześwietlone słońcem widoki, krajobrazy łąk, gór i morza. Kilka scen także zapada w pamięć – widowiskowy, pełen siły pojedynek smoków walczących na śmierć i życie pośród szalejącej burzy; dynamiczna scena ucieczki Arrena przed goniącymi go drapieżnikami; wreszcie Ged pędzący na pomoc Tenar niczym błysk światła rozcinający ciemność nocy. Na równie wysokim poziomie stoi muzyka (może poza „disneyowskim” momentem, gdy Therru stoi na wzgórzu i śpiewa zdecydowanie zbyt długo i zbyt piskliwie). To jednak nie wystarcza, by zrównoważyć trudności odbioru wynikające z braku zrozumienia części sytuacji na ekranie.
Film nie jest zły. Jest ładnie zrobiony, dopracowany, poprawny pod względem graficznym i estetycznym. Kilka scen zapada w pamięć i łapie za oko. Jednak brakuje mu jakiejś wewnętrznej iskry, życia, które zawsze miały w sobie produkcje studia Ghibli. Jest jakby pracą rzemieślnika, nie artysty – widać w nim trud, jaki zadano sobie, by powstał, nie widać sztuki i talentu. Pozostaje mieć nadzieję, że debiutujący Goro Miyazaki pójdzie w ślady swojego ojca i kolejne filmy spod jego ręki będą coraz lepsze. Bo początek, chociaż trochę nieudany, daje jednak nadzieję na przyszłość.
Najnowsze informacje: kultura
26.05.12, 11:05
24.05.12, 09:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
23.05.12, 23:05
Konkursy
do 30.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
do 29.06.12
Do wygrania trzy egzemplarze książki.
Kalendarium
Dziś jest 26 maja 2012
Media i kultura
1956 – W Krakowie otwarto Piwnicę pod Baranami, założoną przez Piotra Skrzyneckiego; 1986 - ukazał się album "The Final Countdown" szwedzkiej grupy Europe
Konferencje
Celem warsztatów jest zapoznanie uczestników z różnorodnymi metodami zarabiania na rynku mobilnym.
22 i 23 maja Polskę odwiedzi światowa czołówka specjalistów z branży marketingu wyszukiwarek internetowych.


Komentarze